środa, 13 marca 2013

Więc chodź, pomaluj mój świat.

- Z perspektywy Pawła -

Częstochowa. Hala na Zawodziu. Dokładnie pamiętam ten moment, gdy po meczu charytatywnym podeszła ona z przyjaciółką. Podała mi zdjęcia i notes do podpisu i tę kartkę z mailem. Nadal widzę moją zdziwioną twarz, gdy  powiedziała, że prowadzi fan page o mnie na Facebook'u, że ma dużo lajków, że ...
Po co jej to było? Po co nawiązaliśmy znajomość?
Wychodzę stąd, nie potrafię przebywać w miejscach, gdzie mogłaby być ona.

Jadę do Bełchatowa, kieruję się tą samą drogą, gdy nagle jakiś diabełek podpowiada "Jedź przez Pajęczno, jedź!". Tylko po co? Bezmyślnie wybrałem drogę na Łask, a już po 40 minutach byłem na miejscu.
Co teraz miałem zrobić? Zuzy tutaj nie ma, jest w Warszawie. Strata czasu.
Kolejne 40 minut drogi tym razem już do Bełchatowa. Do mojego małego domku ...


- Z perspektywy Zuzy -


Warszawa. Jest wielka, kolorowa i ... taka pusta. Praktycznie nikogo tu nie znam. Czemu się dziwię? To dopiero mój pierwszy dzień.
Weszłam do akademika. Rozpakowałam rzeczy, ustawiłam zdjęcia na małej komódce.
"Mama, Adam, Szymon, dziadkowie..." . Wyliczałam, żeby sprawdzić czy wszystkie ramki zabrałam z Bełchatowa. Kogoś mi tu brakowało. Na pewno nie ojca, jego zdjęć nie miała w domu, w Bełchatowie, ani tutaj. Zajrzałam na spód torby. Leżała tam fotografia ważnej osoby, którą zostawiłam setki kilometrów od Warszawy.
Na samą myśl, że Paweł został sam przeszedł mnie dreszcz.
Postanowiłam wyjść na spacer do wielkiego parku, który znajdował się 20 m od akademika.
Zamknęłam drzwi i po 20 sekundach byłam na dworze. Powietrze pachniało burzą.
"Mam nadzieję, że szybko nie nadejdzie. Przejdę się kilka minut i wrócę" - przeszło mi przez myśl.
Skierowałam się w stronę, gdzie przeważała zieleń.
Szłam alejkami i myślałam o tym, co dalej będzie ze mną. Skończę tą 5-miesięczną akademię i co dalej?
Wrócę do Bełchatowa do swojego kochanego liceum? Fajnie by było, tylko ...
Z zamyślenia wyrwały mnie moje włosy. Mokre włosy. Tak się zajęłam sobą, że nie zauważyłam, że zaczęło padać. Pobiegłam do domu, wysuszyłam się, włączyłam TV i usnęłam.



- Z perspektywy Pawła -

Rano trzeba było wcześnie wstać.Trening zaczynałem o 10.00. Ciężko było się pozbierać po nocy, w dodatku dość pijanej nocy. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Ostatnio dużo piłem, ale nie, żeby zostać alkoholikiem. Zaniedbywałem dom, rodziców, pracę.
Spojrzałem na telefon. Żadnej wiadomości, żadnego połączenia. A na tapecie, jak zwykle, piłka do siatkówki. Wszedłem w galerię i zmieniłem tło na coś w stylu "wszystko i nic". Sam nie wiem, co to była za tapeta. Trudno. I tak mnie nic nie interesuje. Może być i coś takiego.
Ruszyłem na trening. Zabrałem torbę i wsiadłem do auta. Włączyłem Eminema. Od jakiegoś czasu ciągle on tylko leciał.
Odpaliłem silnik i po 5 minutach byłem na Dąbrowskiego. Gdy zamykałem samochód, jakaś grupa dziewczyn przeszła koło mnie i usłyszałem "Niezłe ciacho" i wybuch śmiechu.
Spojrzałem na swój ubiór. Był zwyczajny, taki jak zwykle. Dziewczyny musiały to zauważyć.
- Nie no, nic z pana ubiorem, tak stwierdziłyśmy, że mógłby pan być moim mężem. - uśmiechnęła się dziewczyna. Na twarzy miała tonę makijażu. I pewnie była z koleżankami na wagarach.
- Dzięki, ale nie skorzystam. - rzuciłem krótko i ruszyłem do wejścia hali.
Z moją pamięcią też chyba było coś nie tak. Zapomniałem, gdzie są szatnie. Jak już je odnalazłem, przebrałem się i skierowałem się do naszego wejścia. Przez szklane drzwi zobaczyłem, że trening mają młodziki. Znów zapomniałem, trening było o 11.!
Usiadłem na podłodze. Oparłem się o ścianę. Co było nie tak?
Nie mogę myśleć o rzeczach minionych. Ale.. To było trudne. I nagle przypomniałem sobie znów o Zuzie, o tym, jak ją pocałowałem, jej uśmiechniętą twarz.
- e,e,e, stary?! - usłyszałem nagle. - Bo ci dupa zmarznie. - to głos Karola, rozpoznałbym go nawet, gdybym był głuchy.
Kumpel podał mi rękę i za jego pomocą wstałem.
- Nie martw się o mnie. - skomentowałem krótko. - Jeszcze żyję.
- Jeszcze ? Żyjesz? Nie żartuj ze mnie. Nie przychodzisz do nas, pijesz. I nie udawaj, że nie. Rodziców też nie odwiedzasz. Chłooooopie!
- Wiem, muszę się poprawić. To co? Może jakieś piwko o 17.00?
- Znów żartujesz. Dziś nie będziesz pił. Aha, mam pytanie. Wiesz czemu jesteś taki nieobecny?
- No? Dlaczego? - udałem, że nie znam odpowiedzi.
- Tęsknisz za nią, kochasz ją, jedź do tej cholernej Warszawy! Inaczej długo nie pożyjesz! - szczerość to podstawa, w dodatku u Karola.
Ha, łatwo mu mówić. On był szczęśliwie zakochany ze wzajemnością. A ja ... ?


- Z perspektywy Zuzy -

Obudziłam się i spojrzałam na otaczające mnie ściany. Gdzie ja byłam? I co tutaj robiłam? Zobaczyłam swoje odbicie w szafce. Lepiej nie komentować.
A, tak, już wiem. Jestem w Warszawie, w akademiku. Dziś zaczynam pierwszy dzień w nowej szkole. Chyba nie powinnam się spóźnić.
Zrobiłam sobie kawę, poszłam do łazienki. Ogarnęłam włosy, zrobiłam makijaż.
Spakowałam torbę, zabrałam kilka fotografii i książkę "W ciemności" Jany Frey. Wychodząc spojrzałam w lustro. Będę szczera do bólu - podobałam się sobie. Ale tam, w środku, coś było nie tak. Dobrze wiedziałam co. Ale bałam się do tego przyznać.
Wyszłam na korytarz, zamknęłam mieszkanie, otwarłam książkę i ugryzłam jabłko. Schodziłam po schodach zaczytana w kolejną stronę o dziewczynie, która w wypadku straciła wzrok.
Nagle poczułam pchnięcie do przodu i zobaczyłam jakiegoś chłopaka przebiegającego obok mnie. Zachwiałam się, ale na szczęście szybko złapałam poręczy. Lektura wyleciała mi z ręki.
- Przepraszam. Kiedyś ci to wynagrodzę. - usłyszałam krótko od chłopaka.
"Co za chamstwo" - przeszło mi przez głowę.
Dotarłam do sali, w której zaczynałam nową przygodę. Usiadłam w ostatniej ławce pod oknem. Miałam dobry widok na osoby siedzące dalej ode mnie.
Zobaczyłam trzy dziewczyny, i dwóch chłopaków. A między nimi przypadkowego nieznajomego, z którym "poznałam się" wychodząc z mieszkania.
Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie. Natychmiast oderwałam wzrok i udałam, że czytam.
- To ciebie potrąciłem na korytarzu? - nie wiem jakim cudem znalazł się koło mnie.
- Od kiedy to jestem z panem na ty? - nadal nie odrywałam wzroku od książki.
- No tak, przepraszam. Nazywam się Marcin. Już lepiej? Głupio mi za tę sytuację. Śpieszyło mi się. - próbował się wytłumaczyć. Jego głos brzmiał tak ciepło i przyjaźnie. Nie wytrzymałam i spojrzałam się na niego.
- OK, trudno, na szczęście nic mi nie jest. Nazywam się Zuza.
Marcin był bardzo miły. Usiadł ze mną na zajęciach. Na przerwach dużo rozmawialiśmy. W końcu to mój pierwszy znajomy.
Przez cały boży dzień nie pomyślałam o Pawle. Grzech. Powinnam się wstydzić.
Postanowiłam, że napiszę sms'a.
"Cześć, Pawełku. Tu Zuza. Pierwsze zajęcia za mną. Na razie jest OK. A Ty jak dajesz sobie radę? Całuję, Zuzka."
Mam nadzieję, że jakoś tam żyje.


----------------------------------------------------

Hej, hej, dawno mnie tu nie było. Ale to za sprawą mojego kochanego komputera, odmówił współpracy ze mną.
Zastanawia mnie jedno, jak Wam się podoba ten rozdział?
Poprzedni - głosy podzielone. a teraz? ;)

w przerwie zapraszam na nowość. Jacie, nie wierzę, że znów zaczęłam coś bezsensownie pisać. ;o
http://gdybys-wiedzial-co-czuje.blogspot.com/

Jak widać Paweł nie daje sobie rady, Zuza wręcz przeciwnie - nowa znajomość.
jak się dalej potoczy?

Toośka.