środa, 13 marca 2013

Więc chodź, pomaluj mój świat.

- Z perspektywy Pawła -

Częstochowa. Hala na Zawodziu. Dokładnie pamiętam ten moment, gdy po meczu charytatywnym podeszła ona z przyjaciółką. Podała mi zdjęcia i notes do podpisu i tę kartkę z mailem. Nadal widzę moją zdziwioną twarz, gdy  powiedziała, że prowadzi fan page o mnie na Facebook'u, że ma dużo lajków, że ...
Po co jej to było? Po co nawiązaliśmy znajomość?
Wychodzę stąd, nie potrafię przebywać w miejscach, gdzie mogłaby być ona.

Jadę do Bełchatowa, kieruję się tą samą drogą, gdy nagle jakiś diabełek podpowiada "Jedź przez Pajęczno, jedź!". Tylko po co? Bezmyślnie wybrałem drogę na Łask, a już po 40 minutach byłem na miejscu.
Co teraz miałem zrobić? Zuzy tutaj nie ma, jest w Warszawie. Strata czasu.
Kolejne 40 minut drogi tym razem już do Bełchatowa. Do mojego małego domku ...


- Z perspektywy Zuzy -


Warszawa. Jest wielka, kolorowa i ... taka pusta. Praktycznie nikogo tu nie znam. Czemu się dziwię? To dopiero mój pierwszy dzień.
Weszłam do akademika. Rozpakowałam rzeczy, ustawiłam zdjęcia na małej komódce.
"Mama, Adam, Szymon, dziadkowie..." . Wyliczałam, żeby sprawdzić czy wszystkie ramki zabrałam z Bełchatowa. Kogoś mi tu brakowało. Na pewno nie ojca, jego zdjęć nie miała w domu, w Bełchatowie, ani tutaj. Zajrzałam na spód torby. Leżała tam fotografia ważnej osoby, którą zostawiłam setki kilometrów od Warszawy.
Na samą myśl, że Paweł został sam przeszedł mnie dreszcz.
Postanowiłam wyjść na spacer do wielkiego parku, który znajdował się 20 m od akademika.
Zamknęłam drzwi i po 20 sekundach byłam na dworze. Powietrze pachniało burzą.
"Mam nadzieję, że szybko nie nadejdzie. Przejdę się kilka minut i wrócę" - przeszło mi przez myśl.
Skierowałam się w stronę, gdzie przeważała zieleń.
Szłam alejkami i myślałam o tym, co dalej będzie ze mną. Skończę tą 5-miesięczną akademię i co dalej?
Wrócę do Bełchatowa do swojego kochanego liceum? Fajnie by było, tylko ...
Z zamyślenia wyrwały mnie moje włosy. Mokre włosy. Tak się zajęłam sobą, że nie zauważyłam, że zaczęło padać. Pobiegłam do domu, wysuszyłam się, włączyłam TV i usnęłam.



- Z perspektywy Pawła -

Rano trzeba było wcześnie wstać.Trening zaczynałem o 10.00. Ciężko było się pozbierać po nocy, w dodatku dość pijanej nocy. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Ostatnio dużo piłem, ale nie, żeby zostać alkoholikiem. Zaniedbywałem dom, rodziców, pracę.
Spojrzałem na telefon. Żadnej wiadomości, żadnego połączenia. A na tapecie, jak zwykle, piłka do siatkówki. Wszedłem w galerię i zmieniłem tło na coś w stylu "wszystko i nic". Sam nie wiem, co to była za tapeta. Trudno. I tak mnie nic nie interesuje. Może być i coś takiego.
Ruszyłem na trening. Zabrałem torbę i wsiadłem do auta. Włączyłem Eminema. Od jakiegoś czasu ciągle on tylko leciał.
Odpaliłem silnik i po 5 minutach byłem na Dąbrowskiego. Gdy zamykałem samochód, jakaś grupa dziewczyn przeszła koło mnie i usłyszałem "Niezłe ciacho" i wybuch śmiechu.
Spojrzałem na swój ubiór. Był zwyczajny, taki jak zwykle. Dziewczyny musiały to zauważyć.
- Nie no, nic z pana ubiorem, tak stwierdziłyśmy, że mógłby pan być moim mężem. - uśmiechnęła się dziewczyna. Na twarzy miała tonę makijażu. I pewnie była z koleżankami na wagarach.
- Dzięki, ale nie skorzystam. - rzuciłem krótko i ruszyłem do wejścia hali.
Z moją pamięcią też chyba było coś nie tak. Zapomniałem, gdzie są szatnie. Jak już je odnalazłem, przebrałem się i skierowałem się do naszego wejścia. Przez szklane drzwi zobaczyłem, że trening mają młodziki. Znów zapomniałem, trening było o 11.!
Usiadłem na podłodze. Oparłem się o ścianę. Co było nie tak?
Nie mogę myśleć o rzeczach minionych. Ale.. To było trudne. I nagle przypomniałem sobie znów o Zuzie, o tym, jak ją pocałowałem, jej uśmiechniętą twarz.
- e,e,e, stary?! - usłyszałem nagle. - Bo ci dupa zmarznie. - to głos Karola, rozpoznałbym go nawet, gdybym był głuchy.
Kumpel podał mi rękę i za jego pomocą wstałem.
- Nie martw się o mnie. - skomentowałem krótko. - Jeszcze żyję.
- Jeszcze ? Żyjesz? Nie żartuj ze mnie. Nie przychodzisz do nas, pijesz. I nie udawaj, że nie. Rodziców też nie odwiedzasz. Chłooooopie!
- Wiem, muszę się poprawić. To co? Może jakieś piwko o 17.00?
- Znów żartujesz. Dziś nie będziesz pił. Aha, mam pytanie. Wiesz czemu jesteś taki nieobecny?
- No? Dlaczego? - udałem, że nie znam odpowiedzi.
- Tęsknisz za nią, kochasz ją, jedź do tej cholernej Warszawy! Inaczej długo nie pożyjesz! - szczerość to podstawa, w dodatku u Karola.
Ha, łatwo mu mówić. On był szczęśliwie zakochany ze wzajemnością. A ja ... ?


- Z perspektywy Zuzy -

Obudziłam się i spojrzałam na otaczające mnie ściany. Gdzie ja byłam? I co tutaj robiłam? Zobaczyłam swoje odbicie w szafce. Lepiej nie komentować.
A, tak, już wiem. Jestem w Warszawie, w akademiku. Dziś zaczynam pierwszy dzień w nowej szkole. Chyba nie powinnam się spóźnić.
Zrobiłam sobie kawę, poszłam do łazienki. Ogarnęłam włosy, zrobiłam makijaż.
Spakowałam torbę, zabrałam kilka fotografii i książkę "W ciemności" Jany Frey. Wychodząc spojrzałam w lustro. Będę szczera do bólu - podobałam się sobie. Ale tam, w środku, coś było nie tak. Dobrze wiedziałam co. Ale bałam się do tego przyznać.
Wyszłam na korytarz, zamknęłam mieszkanie, otwarłam książkę i ugryzłam jabłko. Schodziłam po schodach zaczytana w kolejną stronę o dziewczynie, która w wypadku straciła wzrok.
Nagle poczułam pchnięcie do przodu i zobaczyłam jakiegoś chłopaka przebiegającego obok mnie. Zachwiałam się, ale na szczęście szybko złapałam poręczy. Lektura wyleciała mi z ręki.
- Przepraszam. Kiedyś ci to wynagrodzę. - usłyszałam krótko od chłopaka.
"Co za chamstwo" - przeszło mi przez głowę.
Dotarłam do sali, w której zaczynałam nową przygodę. Usiadłam w ostatniej ławce pod oknem. Miałam dobry widok na osoby siedzące dalej ode mnie.
Zobaczyłam trzy dziewczyny, i dwóch chłopaków. A między nimi przypadkowego nieznajomego, z którym "poznałam się" wychodząc z mieszkania.
Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie. Natychmiast oderwałam wzrok i udałam, że czytam.
- To ciebie potrąciłem na korytarzu? - nie wiem jakim cudem znalazł się koło mnie.
- Od kiedy to jestem z panem na ty? - nadal nie odrywałam wzroku od książki.
- No tak, przepraszam. Nazywam się Marcin. Już lepiej? Głupio mi za tę sytuację. Śpieszyło mi się. - próbował się wytłumaczyć. Jego głos brzmiał tak ciepło i przyjaźnie. Nie wytrzymałam i spojrzałam się na niego.
- OK, trudno, na szczęście nic mi nie jest. Nazywam się Zuza.
Marcin był bardzo miły. Usiadł ze mną na zajęciach. Na przerwach dużo rozmawialiśmy. W końcu to mój pierwszy znajomy.
Przez cały boży dzień nie pomyślałam o Pawle. Grzech. Powinnam się wstydzić.
Postanowiłam, że napiszę sms'a.
"Cześć, Pawełku. Tu Zuza. Pierwsze zajęcia za mną. Na razie jest OK. A Ty jak dajesz sobie radę? Całuję, Zuzka."
Mam nadzieję, że jakoś tam żyje.


----------------------------------------------------

Hej, hej, dawno mnie tu nie było. Ale to za sprawą mojego kochanego komputera, odmówił współpracy ze mną.
Zastanawia mnie jedno, jak Wam się podoba ten rozdział?
Poprzedni - głosy podzielone. a teraz? ;)

w przerwie zapraszam na nowość. Jacie, nie wierzę, że znów zaczęłam coś bezsensownie pisać. ;o
http://gdybys-wiedzial-co-czuje.blogspot.com/

Jak widać Paweł nie daje sobie rady, Zuza wręcz przeciwnie - nowa znajomość.
jak się dalej potoczy?

Toośka.

piątek, 15 lutego 2013

Zuza, a może to coś więcej?

Styczeń, zima, samotność. Ale w tej całej samotności czuła się szczęśliwa. Postanowiła odmienić swoje życie na lepsze. Nie będzie rozmyślała o tym, co zrobił jej Mikołaj, tylko po prostu będzie życzyła mu jak najlepiej. To jest najlepsze rozwiązanie. W dodatku nie mogła teraz myśleć o życiu prywatnym. Należała do klubu siatkarskiego, jako grupa dziewcząt zaczynały poważne starania do wejścia do łódzkiej ligi. A do tego konkurs fotograficzny.
Miała to coś, czego sama nie zauważała. Dopiero nauczyciel namówił ją, aby zrobiła parę zdjęć i wysłała je do Akademii Fotografii w Warszawie. To szkoła fotografii, której program skierowany jest nie tylko do profesjonalistów, ale też początkujących pasjonatów. Zuzę zaliczono do tych "lepszych". Więc co miała zrobić? Strzeliła kilka zdjęć przyrodzie ożywionej i nieożywionej i wysłała do centrum.

W trakcie pobytu w pałacu Męcińskich i fotografowaniu wielkiego fortepianu i kosztownych pokoi dostała sms'a od Pawła.
"Niech mnie szlag trafi. Znów ojciec Julii zachorował. Znów wyjechała. Znów w tak ważnym dla mnie momencie."
Mecz z Izmirem, Julki znów nie ma. OK. Rozumiała ją, jej tata chorował na serce i coś tam jeszcze, ale zapomniała o Pawle. Wyjeżdżała do Łodzi na kilka tygodni, nie dawała znać, co u niej, tylko czasem powiadomienie "Raz jest z nim lepiej, a raz gorzej."
W tym całym zamieszaniu Paweł marniał na oczach Zuzy. Strasznie schudł, nie miał na nic siły, ochoty. Jedyną radością były wygrywane mecze. Wtedy uśmiech długo nie schodził z jego ust, a szczęście, jakim pałał, świetnie oddziaływał na Zuzę. Miała motywację, żeby być taka jak Paweł.

|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

Było ok.godz.21.30. Zuzia szykowała się powoli do snu. Weszła do łazienki, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Zarzuciła sweterek i skierowała się do drzwi. Otworzyła je i zobaczyła w nich Pawła. W ciemności wyglądał normalnie, tak jak zawsze.
- A co cię tu sprowadza przed 22.? Wchodź. - rzuciła krótko. Miała nadzieję, że przyszedł jej powiedzieć, że z panem Wiesławem już wszystko w porządku. Tak długo czekała na wiadomość, że wszystko będzie tak jak dawniej.
Paweł wszedł niepewnym krokiem do jej pokoju. Chwiał się. W ręku trzymał butelkę wódki. Kurtkę miał wygniecioną, ale ubrania ogólne schludne, jak zwykle świetnie dopasowane.
Nic nie mówiąc usiadł na łóżku. Położył na biurku trunek i powiedział :
- Oddałbym życie, dałbym wszystko, żeby byby-była szczęśś-liwa. A..a.. ona - przerwał. Odkręcił butelkę i napił się. Zapatrzył się na Zuzę. A ona odwróciła wzrok. Domyśliła się o  co chodzi. Bała się spytać, ale wolała się upewnić.
- A ona co? - podeszła do Pawła. Zabrała mu zakrętkę i butelkę. Nie był do końca pijany, po prostu nigdy nie pił tak dużo i teraz się jąkał.
- A ona po-poszła do innego. Bo tak jej się podobało. - zmienił ton na wyższy udając kobietę. - Kłamała, nie kochała, zdradziła. Proste rozumowanie kobiety. - spojrzał na Zuzę. - Ooo, przepraszam, Ty chyba jesteś mądrzejsza.
Zdjęła mu kurtkę i położyła na krześle. Kładąc ją poczuła te znane, piękne perfumy. Łza spłynęła jej po policzku. Tak świetny facet jak Paweł - tysiące problemów przez Julkę. Otarła policzek i odwróciła się do niego.
- Przenocujesz dzisiaj u mnie, tutaj. Ja prześpię się w gościnnym.
Skierowała się do wyjścia. Nagle poczuła ciepłą dłoń na swojej ręce.
- Poczekaj, ja..ja.. Wstyd się przyznać, ale .. Słuchaj nie jestem aż tak pijany, a boję się ciemności. Zostań, przy tobie czuję się bezpieczniej. - spojrzał jej w oczy. - Proszę. - przeciągnął samogłoski i zrobił proszącą, a zarazem smutną minę.
Jak dziecko. Zachowywał się jak dziecko, ale i tak go uwielbiała. Gdy była dzieckiem to zawsze gadała "a Paweł to. Paweł tamto. a wiesz, bo Zatorski to tak...". I teraz miała go zostawić?
Położyła się koło niego. Dziwnie się czuła. Chłopak stracił dziewczynę, teraz on leży u niej w łóżku, a Zuza ma być koło niego. Ale przecież nic złego nie robi, prawda? Tylko leży, jak Paweł uśnie to pójdzie do pokoju i wszystko będzie OK. Ale nie zdążyła zmienić miejsca spania, bo usnęła szybciej od Pawła. To jego zapach i ciepło ją uśpiły.

|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-| Ranek |-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

Obudził ją zapach świeżej kawy i coś .. spalonego? Otwarła lekko oczy i rozejrzała się dookoła. Pawła już nie było w łóżku. Leżała sama, lecz czuła jakąś postać koło siebie. To on - Zati. Siedział przy Zuzie z tacą, na której była świeżo parzona kawa rozpuszczalna i omlet z warzywami.
- Proszę, twoja ulubiona. - podał jej filiżankę kawy, gdy zauważył, że już się obudziła.
- Paweł? Co ty wyprawiasz? Co tu tak śmierdzi? - spojrzała na tacę. Omlet wydawał się być zjadalnym.
- No, wiesz, Zuza. Dwie pierwsze próby poszły z dymem. I chyba muszę odkupić wam nową patelnię. - spojrzał błagalnym wzrokiem, żeby nie była wściekła.
Zuza zerwała się szybko z łóżka. Nie mogła pozwolić, żeby Paweł przez swoje zdolności kulinarne spalił jej mieszkanie. Ubrała kapcie i już biegła do kuchni, gdy ... Usłyszała śmiech Pawła. No tak, chciał sobie zażartować, a ona, głupia blondynka, dała się wrobić.
Cofnęła się od drzwi. Siadając na łóżku powiedziała :
- Widzę, że humor dopisuje. A chcesz dostać...? - spojrzała "spode łba". Usiadła po turecku, tak jak Paweł. Siedzieli na przeciwko siebie i popijali kawę z uśmiechem na ustach.
- A to zależy czym miałbym dostać. Jeśli buziakiem to z chęcią. - zaśmiał się. Twarz Zuzy się nie zmieniła, była normalna, taka jak zawsze. Udawała, że nie usłyszała dowcipu. A tak na prawdę w duszy zastanawiała się, co zrobić - pocałować, czy nie? Nie, przecież on tylko żartuje.
- Mówię poważnie. - Dziewczynie wydawało się, że Paweł czyta w jej myślach.
Wzięła kęs omleta, później jakieś warzywo. Nawet nie zwróciła uwagę jakie.
- Poczekaj, podnieś głowę. - ruchem ręki pokazał w lekko w górę - Masz tutaj coś. Na ustach. - wziął chusteczkę, tak dla zmylenia przeciwniczki. Przybliżył się do Zuzy, byli od siebie o ok. 5 cm.
Zuzanna myślała, że Paweł wytrze jej usta chusteczką, ale on posunął się o krok dalej.
Odległość z 5 cm zmniejszyła się do 0.5 cm i Zuza poczuła na swoich wargach lekkie muśnięcie. Czas mijał wtedy strasznie szybko, dziewczyna wiedziała, że chciałaby więcej, ale nie może. To ciepło, delikatność. Paweł! Czemu tak krótko?!
Chłopak odsunął się i wymamrotał pod nosem zwykłe "przepraszam. To nie powinno się stać." i odwrócił wzrok.
Ach, gdyby mogła wtedy powiedzieć, że to nic, że bardzo się cieszy. Już miała to oznajmić, gdy w ostatniej chwili odsunęła tę myśl.
- Ja, to znaczy, nie ja.. emm .. - jąkała się. Było czuć, że strasznie się denerwuje. - Dziękuję za śniadanie, pyszne. Jednak twoje zdolności kulinarne nie są takie złe. Pójdę do łazienki wziąć prysznic.
Skierowała się w stronę łazienki. Po drodze przeglądając się w lustrze. Podobała się sama sobie. A to krok do świetności.
Stojąc pod prysznicem, woda lała się małymi strumieniami po jej nagim ciele. I nagle ta myśl!
- Tak, Zuza! To jest to! - wyszła spod prysznica. - STOP, Zuza! Szlafrok, gdzie jest szlafrok?! - kręciła się w kółko po łazience - Aaaa, tu jesteś. czemu zawsze się chowasz?!
- Zuza? - Paweł. Stał pod drzwiami do łazienki - Dobrze się czujesz, gadasz sama do siebie.
Założyła szybko puszysty szlafrok na mokre ciało i gwałtownie otworzyła drzwi.
- Paweł, znam miejsce, gdzie poczujesz się jak w raju. Zaufaj mi! Jedź do domu, spakuj rzeczy, kosmetyki, kąpielówki, ręczniki. No! Ruchy! Chłopie! Rzeczy potrzebne na wyjazd! Śmigaj mi już! - skierowałą go w stronę wyjścia. Skierowała to mało powiedziane, pchała go w stronędrzwi.
- Tu jest wyjście. Please! GO! GO!


|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-| 3 godz.później |-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

- Teraz w lewo, potem w prawo. - siedzieli w aucie Pawła i wyjeżdżali ... gdzie? No, jak to gdzie! Do Uniejowa! Tylko cii, Paweł o niczym nie wie.
- Zuzka, masz szkołę, nie zdasz i tyle będzie.
- Też cię kocham. - pokazała mu język.
Czuła, że ich przygoda zaczęła się dzisiaj rano, przy śniadaniu, przy pocałunku.
- Jak wyjedziemy z Uniejowa to gdzie?
- Na rodzie w trzecią w prawo, bo w lewo nie możesz. Chyba o tym wiesz, prawda? - udawała głupią. Nie, nie wiedział o tym. Zuza to cud natury i tylko ona wie, że na rondzie w prawo.
Skręcił tam, gdzie cud kazał. Zmniejszył prędkość. Po jego minie było widać "gdzie?"
- Po raz kolejny ... - nie zdążyła skończyć, bo Paweł dokońcył :
- w PRAWO! Rozumiem cię bez słów. - pojechał tam gdzie kazała.
"Termy Uniejów" - ich nowy raj, gdzie to Paweł miał zapomnieć o całym życiu z Julką. Zagroda Młynarska, sauny, masaże, ciepła, termalna woda. I mimo, że na dworze ok.- 2-4 stopni to i tak będzie im cieplutko i słodko (lub słono, bo taka tam jest woda- solanka).
- Cii, nic nie mów. Nie narzekaj, tylko dziękuj, - puściła mu oczko.
Weszli do recepcji Zagrody. Zuza stanęła przy biurku i poprosiła o dwa pokoje.
- Niestety, mamy tylko wolny jeden z małżeńskim łóżkiem. Na pewno jutro zwolnią się pokoje.
Spojrzała na Pawła. Nie mieli innego wyjścia, chyba, że spać na dworze lub u sióstr zakonnych. Wybrali pierwszą opcję - małżeński pokój.
- W takim razie, weźmiemy na dwa dni na razie. - dostała kluczyk, zabrali bagaże i ...
- Jeej, ale tu pięknie. - Zuzka rzuciła torby i poszła otworzyć okno. W pokoju znajdował się kominek, szerokie okna, balkon. Dużo przestrzeni - to było najlepsze. Usiadła na łóżku. - Hm,, miękkie i wygodnie - skomentowała krótko.
- W końcu małżeńskie - zwrócił jej uwagę Paweł i usiadł koło niej. - Czemu tyle dla mnie robisz?
- Tyle? To znaczy ile? Zwykły wyjazd na rozluźnienie się. Każdemu dobrze zrobi. Bierz kąpielówki i idziemy!
Po 10 minutach stali już przy basenie. Zuzanna zauważyła, że Paweł znów dziwnie się jej przygląda.
- Co znowu nie tak? Chyba dobry strój ubrałam? - zażartowała, ale dla pewności spojrzała z góry na siebie.
Paweł podszedł do niej bliżej i szepnął jej do ucha :
-Wyglądasz zniewalająco. - i złapał ją za rękę i pociągnął w stronę basenu.

Tłum zakochanych ludzi, woda, tłum zakochanych ludzi, woda, tłum zakochanych ludzi, woda... Mam dalej pisać? Nie, chyba nie. Domyślacie się, co byłoby napisane po wodzie?
Zuza zauważyła, że pewna pani ciągle spogląda w ich stronę. Tak, chyba uważała, że są parą. Ale tak nie było.
- Piękna, chyba dwie godziny minęły. Czas wychodzić. Dzień nie może trwać wiecznie. Zbieramy się. - taak, jak zwykle martwi się na zapas.
- Och, Paweł, tak mi tu dobrze. Ale OK, wrócimy to jutro.
Skierowali się w stronę szatni. Wzięli prysznic, przebrali się i wyszli.
- a teraz ... Chodź do klubu, są kręgle, bar, bilard. Mogę się założyć, że wygram.
- Chyba zapomniałaś, kto tu jest od wygrywania, młoda damo - czy to miało zabrzmieć jak komplement? Chyba tak, więc Zuza podziękowała.
Zeszli piętro niżej. Klub miał swój klimat.
Wykupili godzinę kręgli. Już w pierwszym rzucie Zuza trafiła w 9 kręgli.
- Patrz i ucz się od mistrza. Moje kolej. - Paweł myślał, że mu się uda, ale ... Kula zeszła w bok i w nic nie trafił. - Mistrz umie też przegrywać.
Po 60 minutach Paweł zszedł z toru z niewyraźną miną. Tak, przegrał, ale cieszył się, że mógł spędzić z Zuzką tyle czasu.
Podszedł do barmanki, zamówił pizzę i udał się do toalety. Zuza w tym czasie usiadła przy stoliku na wygodnej kanapie.
-  Panienka sama? To może się do mnie dołączy. Bo ja akurat nie mam towarzystwa. A wieczór chciałbym spędzić z kimś takim jak ty. - na kanapie usiadł facet ok.25 lat. Zuza odsunęła się i wysyczała "idź stąd", ale on nie miał zamiaru jej odstąpić.
Dotknął jej włosów i próbował pocałować w usta. Nagle przybiegł Paweł.
- Co robisz? Zostaw ją! Słyszysz?! - dobiegł do faceta i chwycił go za szyję. - Zostaw ją! Jest ze mną!
Odepchnął go na ścianę. Facet nie zamierzał się poddawać. Przeszedł wolnym krokiem do Zatorskiego i gdy ten się nie spodziewał przywalił mu pięścią nad okiem. Na szczęście Paweł był zwinny i lekko się odsunął. W tym czasie Zuza wybiegła na dwór, ale cofnęła się. Wróciła do środka i odciągnęła Pawła na bok. Krzyknęła do gościa :
- Albo się uspokoisz, albo dzwonię na policję, zawiadomić o próbie gwałtu i pobicia!
Widziała jak barmanka trzyma telefon w dłoni. I już miała zamiar wybierać numer 997, gdy nieznajomy powiedział :
- Dobrze, już spokojnie, dostał za swoje. Idę stąd. - był pijany i wyszedł. Tak było najlepiej.
- Nic się panu nie stało? - przybiegła kobieta z apteczką.
- Nie, nic. Zaza, wyjdźmy stąd.
Dziewczyna podziękowała kobiecie za chęć okazania pomocy i oznajmiła, że wrócą do mieszkania i tam opatrzy Pawła.

- Boże, mógł cię tak uderzyć, że mógłbyś stracić wzrok. - Zuzia trzymała w ręku wodę utlenioną i waciki. Wycierała małą ranę Pawła. - Nie musiałeś się tak poświęcać. Wstałabym od stołu i by się odczepił.
- Musiałem, tak, jasne, widziałem, jak się na ciebie gapił. Jakbyś była jakimś przedmiotem, nie człowiekiem.
Głowę miał opartą na kolanach Zuzy. Patrzył się jej głęboko w oczy, gdy ona opatrywała mu ranę. Gdy skończyła chciał się podnieść i usiąść, ale Zuz zatrzymała go.
- Poleż jeszcze, tak jest dobrze. - i schyliła się do jego twarzy. Oparła swoje czoło o jego. - Dziękuję - wymamrotała po 3 minutach.
Wstała i podeszła do niego. Usiadła obok Pawła. Przytuliła się do niego. Tak po prostu.
Poświęcił się dla niej, dużo to znaczyło.
- Pamiętaj, że zawsze będziesz dla mnie ważny.
- Wróćmy już do Bełchatowa. Jeden dzień taki szerokich przygód nam starczy.
Spakowali rzeczy z basenu, zabrali walizki i wsiedli do samochodu. Na razie nie mieli zamiaru rozmawiać o dniu, w którym wszystko i nic się zaczęło.
Kilka kilometrów przed Bełchatowem Zuza dostała sms'a, w którym dostałą gratulacje - dostała się do Akademii Fotografii. Mogła wyjechać choćby następnego dnia, ale postanowiła udać się do Warszawy za tydzień. Musi wszystkich przygotować na nowe zmiany w życiu, w szkole.
Po jej minie było widać, że jest zadowolona z osiągnięcia, ale i z tego, że zostawi Pawła samego.
- Dostałaś się? To fajnie. Ciesz się powodzeniem póki możesz.
- Mam być szczera? Wolałabym zostać tutaj, w Bełchatowie, bo ... - przerwała. Czy w końcu wypowie te słowa? - Bo wiele dla mnie znaczysz, a ta edukacja w Warszawie... boję się, że mnie zmieni, a ja tego nie chcę.  Obiecaj mi, że będzie tak, jak dawniej. To znaczy, nic się nie pogorszy, a raczej polepszy.
W odpowiedzi usłyszała "obiecuję".
Za tydzień zaczyna "karierę". Podbija Warszawę.

Czy uczucie, którym darzy Pawła przejdzie próbę...?

-----------------------------------------------------------

Dziś trochę dłuższy, a to zasługa Karoliny, bo cały ten rozdział został przez nią wymyślony, ja tylko ujęłam to w słowa. Miało być więcej, ale tak jakoś - straszny leń ze mnie, który ma  przerwę od szkoły.

Wczoraj Walentynki - spędzone samotnie, i chyba tak już pozostanie. A u Was? :)

Teraz zostaje mi tylko czekać na Wasze komentarze. :)
Miałam dodawać wpisy częściej, ale wiecie, jakim człowiekiem jestem ^^ :>

do usłyszenia & JESTEŚ = ZOSTAW ŚLAD! ;)

Toośka. :* :)

czwartek, 7 lutego 2013

Cześć, Adam jestem.

Szedł parkiem i zadawał sobie to pytanie "Czemu Bóg zesłał mu tę dziewczynę?". Jego życie odwróciło się o 180 stopni. Wszystko jest inne. Wszystko.
Doszedł do ulicy, gdzie mieszkała. Wszedł do bloku, znalazł drzwi z numerem 16 i otworzył je sobie. Miał klucze, dała mu je w razie "w".
- Ola, nie mam ochoty gadać,weź wyjdź. - odburknęła Zuza, gdy usłyszała brzęk kluczy.
- Dobrze, dobrze. - zajrzał do pokoju.
Siedziała skulona na łóżku, w piżamie, pod kocem, z zapłakanymi oczami. Nigdy nie widział jej w takim stanie.
- Hm, to ty. - przywitała się krótko. - Nie masz treningu?
- Nie, dzisiaj mam wolne i postanowiłem, hm ... - zamyślił się. - Postanowiłem przyjść, przeprosić i porozmawiać takie 3P.
- Raczej 4P "postanowiłem, przyjść, przeprosić, porozmawiać". - wyliczała na palcach jak dziecko. - Do czterech liczyć nie umiesz? CZTERY to jest TYLE - i pokazała mu cztery palce.
- Widzę, że humor wrócił. - zaśmiał się.
Miał nadzieję, że już u niej wszystko OK. Ale i tak miała wiele mu do opowiedzenia.
- Nie - skomentowała krótko. - Nie,nie i jeszcze raz nie. Proste małe słowo. - skryła twarz w dłoniach.
Usiadł obok, objął ją. Po raz pierwszy odczuła takie prawdziwe ciepło, prawdziwą przyjaźń. I te perfumy... Czuła jak jego koszulka robi się coraz bardziej morka od jej łez. Ale tak jej było dobrze. Jemu też skoro się nie odsunął, a może po prostu bał się odejść? Nie chciał jej ranić, jako kolejny typ faceta?
- Wiem, że nie chcesz, ale opowiedz mi... Opowiedz o tym koledze Adamie, o twoim ... ojcu.
- Koledze Adamie?! - oderwała się od niego. - Jaki kolega...? To to mój brat! - wykrzyczała.

|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

Było ciepły wrzesień. Zuza była w podstawówce.Ten miesiąc był dla pajęczańskiego gimnazjum szczególnym miesiącem. Otóż we wrześniu - do Polski, do Pajęczna przyjechała wymiana uczniowska z Niemiec, z Merseburga. Nauczycielka niemieckiego zabrała klasę VIb , klasę Zuzy, do szkoły gimnazjalnej na pokaz talentów polsko-niemieckich. Chciała pokazać, ze za rok sami będą mogli poznać wspaniałe osoby zza granicy.
Wszystko było OK. Doszli na miejsce, znaleźli wolne ławki i czekali na występ. Akurat była przerwa. Tysiące twarzy, ciał. A w tym zgiełku ksiądz Paweł. Zobaczył Zuzę. Znał ją. Od małego uczęszczała na msze. Dziewczyna również go zauważyła.
- Oo, szczęść Boże! - powiedziała, gdy wchodził na pokoju nauczycielskiego.
- No, witam, szczęść Boże! To co? Za rok się widzimy na lekcjach? - uśmiechnął się. Zawsze był miły.
- Tak, tak, tak! A jak na razie - dzisiaj piątek, mogę wpaść na oazę? Zobaczyć jak jest, no i chcę być częścią tej wspaniałej grupy!
- Jakie pytanie, oczywiście, że możesz! A raczej - rozkazuję ci.
Wystarczyło tyle, by o godzinie 18.być na mszy, a o 18.30 zapoznawać się z nowymi ludźmi. A między nimi był on, Adam. Chłopak w sutannie.
Od razu zwróciła na niego uwagę. Był klerykiem, normalne, ale już daleko było czuć to ciepło, chęć pomocy, uśmiech...
Mijały miesiące, a ona nie mogła zapomnieć tych chwil... Wspólnych ognisk, pielgrzymek, dyskotek, spotkań.
Umówili się, żeby pograć w siatkówkę. Poszła, przecież to jej pasja! Beż niej nie mogła żyć.
- Cześć, wszystkim! - na boisko wpadł Adam. Spojrzał na Zuzę. - Cześć, Zuziu. - podszedł i przytulił ją. Nic nie było w tym dziwnego, mieli taki zwyczaj witania się. Potem przytulił Karolinę, Martę i przywitał się z resztą osób. Ale co najdziwniejsze. "Cześć, wszystkim. Cześć, Zuziu" . Ktoś jej to wytłumaczy? Wyróżnił ją spośród dwudziestu osób.

Teraz, gdy to wspomina, zawsze tak było. Zawsze mówił do niej tak ładnie - zdrobniale, z uśmiechem.
Ale raz ... Nigdy tego nie zapomni.

Sms. Godzina 22.00. "Hej, tu Adam. Przepraszam, że tak późno, ale.. Muszę z tobą porozmawiać. Pasuje ci jutro o 16.00 w parku?" . Odpowiedź brzmiała "Hej, nic nie szkodzi. Tak, jasne, pasuje mi. Czy to coś poważnego?". Nie dostała już żadnego sms'a. A czekała na niego pół nocy.

W parku była o 15.50. Czekał na nią pod fontanną.
- ejejejejejejej, to chyba o 16. mieliśmy się spotkać, nie? - przywitała go szczerym uśmiechem. Widziała, że był sztywny, taki inny.
- Taaaaaak. - przeciągnął. - Cześć, siadaj. Wskazał na miejsce obok siebie.
Zrobiła, o co prosił. Nie wiedziała, o czym mieli gadać, więc czekała aż sam poruszy temat.
- Wiesz, w życiu robi się czasem głupie rzeczy. Coś nam wychodzi, a coś nie. Od dawna okłamuję siebie i innych. Sam nie chcę znać prawdy, bo to bardzo boli. Rani. Nie potrafię z tym żyć. Kiedy się o tym dowiedziałem ... Cieszyłem się i płakałem. Bo ... - urwał.
- Czekaj! O co kaman? Co chcesz mi powiedzieć? - czuła, że raczej nie chce usłyszeć odpowiedzi, ale zżerała się ciekawość. - Powiedz prosto z mostu. Proszę - przyciszyła ton.
Wziął głęboki oddech i zapatrzył się w wodę. Nie mówił nic przez dobre 5 minut.
- OK. Prosto z mostu? No dobra, jak uważasz. - sekunda przerwy i całe jej życie zmieniło się. - Jesteśmy rodzeństwem! Tak! Dobrze słyszysz! Mamy wspólną matkę, a tak różnych ojców!
Nie. Jak to? Czuła, że kamień spadł jej z serca. Od dawna miała myśl, że coś ich łączy, że, że ...

Jej matka, tzn.ich matka, została zgwałcona. Kolesia nie znała, ale cóż, nie jej wina. Prawda?
Adam opowiedział jej, co i jak, a ona nie wierzyła własnym uszom.
- Obiecaj, że nie powiesz tego... - przerwał, ale natychmiast skończył - ... mamie.
Ciężko było mu wymówić słowo "mama". Bo jak można nazwać kogoś "matką" skoro się go nie znało, nie było się wychowanym przez tą kobietę?
- Jasne. Adam, przepraszam, muszę już iść. Muszę to przemyśleć. Wiem, wiem, chciałam prosto z mostu, to to mam. Ale wiesz, jak ciężko to przyjąć, że twój kolega jest twoim bratem. To niecodzienne uczucie.
- Wiem, doskonale rozumiem. Gdy dowiedziałem się tego od moich przyszywanych już rodziców byłem w szoku, trudno było się pozbierać.

|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

Paweł nie mógł nic powiedzieć. Jedyne co przeszło mu przez głowę to "Boże, jak ona to zniosła?"
A Zuza, jakby czytała mu w myślach.
- Przeżyłam ten szok. Wtedy lekko załamałam się psychicznie. W końcu wszyscy mnie oszukiwali. Przez całe życie. Ale pomyśl! Ja tyle opowiadałam mamie, dziadkom o Adamie. O czym mówił na spotkaniu, co u niego itd. A oni tego wysłuchiwali i cieszyli się, że synowi i wnukowi tak dobrze się układa. I nie mieli zamiaru powiedzieć mi, że ... - znów zakryła twarz w dłoniach. Miała dość.
- Ciii - uspokoił ją Paweł. I po raz kolejny przyciągnął do siebie i przytulił.
Wiedział, że nie może już o nic więcej pytać. Na razie musi mu wystarczyć historia o Adamie. Nie będzie pytał o ojca, bo znów wspomnienia wrócą jak bumerang, a wtedy będzie źle.
Oderwała się od niego.
- A gdzie Julia? - zapytała tak nagle.
- Pojechała do taty, jego stan pogorszył się... - spuścił wzrok Paweł.
- Idioto! Czemu z nią nie pojechałeś tylko przyszedłeś do mnie?! - rzuciła w niego poduszkę.
- Bez takich. - puścił oczko. - Jutro ważny mecz, zapomniałaś! Wiedziałem - próbował ją rozweselić. - A poza tym, ostatnio nasze drogi się rozchodzą. Coraz częściej wyjeżdża. Oddalamy się.
- Nie wierzę, Twoje i Julii? - otworzyła usta ze zdziwienia.
- Tak, tak, parę dni odpoczynku od siebie dobrze nam zrobi.
- Rozumiem i trzymam kciuki, żeby wszystko było OK. - tym razem to Zuza zatroszczyła się o poprawienie humoru Pawłowi.
A on? Miał nadzieję, że ...
- Opowiesz mi coś jeszcze o Twoim życiu? Ale, ale - pogroził jej palcem - w innym terminie. Teraz musisz się poprawić w lusterku bo ... - spojrzał na jej twarz - wyglądasz jak pajac z tym rozmazanym makijażem, ale i tak jesteś piękna.

Piękna, piękna ... Jak to cudownie brzmi w jego ustach.

--------------------------------------------------------

No hej! :D
Od dzisiaj chyba będzie więcej rozdziałów.
A ten rozdział ... dedykuję Karolinie za te rozmowy i mobilizację do pisania! :*

Ciekawa jestem, jak ten rozdział Wam się podoba, to poprzedni chyba nie za bardzo ;)

Toośka. :*

wtorek, 22 stycznia 2013

Powiedz prawdę.


Co to znaczyło? Czy Julia o niczym nie wiedziała? Dziewczyna przeprosiła Zuzę i zbiegła z trybun na boisko. Chłopaki akurat skończyli trening i zbierali się do szatni. Zuza też zeszła niżej, lub miała zamiar wrócić do domu. Kolejna kompromitacja, lepiej nie pokazywać się teraz Pawłowi, a w dodatku Julce na oczy. -Paweł.. Co to za dziewczyna?! Czy to twoja..? Ale jak to możliwe..? - łzy zbierały się w oczach Julii.
-Co?! Jaka dziewczyna?! Chodzi ci o Zuzę?! - Paweł nie rozumiał , o co chodzi jego dziewczynie.  Kasprzakowa stwierdziła,że czas na nią. Widziała, jak Paweł tłumaczył coś Julce, jak ją przytulił...
 -e, e, e.. Gdzie się wybierasz?! Chyba powinnaś z nimi pogadać. - to Karol. Normalne - zawsze chciał poprawić humor.
- A niby o czym? O tym, że Zati nie powiedział Julii, kim jestem?
- Ejj, no, laska. On tu ma do ciebie zaufanie i chciał obgadać z tobą plan podróży. Chce gdzieś zabrać Julę, ale nie wie gdzie. No i chciał się poradzić ciebie. A to nie jego wina, że Jul się tu zjawiła i wyszło jak wyszło.
Mógł gadać i gadać, ale Zuzki już nie było.
- Julia! Myślałam, że wiesz, i tak tylko żartowałam w naszej rozmowie. Jaka głupia blondynka ze mnie. Boże, przepraszam Was.
- Za co się przezywasz i mnie przepraszasz? To ja powinnam się zainteresować, nie robić awantury. - puściła oczko i uśmiechnęła się radośnie. - A co do podróży - to możesz mnie zabrać do Paryża - wybuchnęła śmiechem.
 - Taa. Dzięki za pomoc. - ach, ten piękny uśmiech Pawła.
 - Skoro wszystko jasne, spadam. Byee, zakochańce.


|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|


 Minęły trzy miesiące. W szkole układało się fenomenalnie. Przyjaźń z Julką i Pawłem dawała jej wiele radości. Miała w nich stuprocentowe wsparcie. Z Mikołajem też jakoś szło. Zuzia narzekać nie mogła.
 Aż pewnego razu ...
- Dzień dobry, moim wychowankom. - do klasy, na WOS'ie wszedł dyrektor szkoły. - Przepraszam, że przeszkadzam, ale przyszedłem po...
Z ławki wstał Kuba Leszczyk. Był już w drodze do dyrka.
- A ty , Leszczyk, co? Co to za cyrki?
- Noo, przeszedł pan po mnie. Zawsze pan po mnie przychodzi.
- Siadaj! - syknął nauczyciel.
 Pan Szpak, dyrektor, podszedł do p.Gorzałka i powiedział mu coś do ucha.
 - Zuzanno, wyjdź z panem dyrektorem. Zabierz torbę. Nie wrócisz już na lekcje.

WHAT?! Co ona przeskrobała? Wzięła torbę i wyszła. Wszyscy w klasie dziwili się, gdzie ją dyrektor zabiera.
 - Kojarzysz Karolinę Klaps? Wiesz, co się jej wydarzyło?
 - Tak, coś mi tak koleżanki mówiły. Ale to chyba plotki...
- Nie, to prawda ... Jest w ciąży. - głośno przełknął ślinę.
 Zuza wiedziała, o co chodzi. Miała wydusić z niej, kto będzie ojcem.
 - Dobrze, porozmawiam z nią. - ciężko było jej o tym mówić.
Za dużo wspomnień ma związanych ze słowem 'ciąża' czy 'nie znam ojca'.
 Dyrektor wraz z pedagogiem zawieźli Zuzannę do domu Karoliny.
Weszła do niej do pokoju i nie wiedziała co ma mówić. Pogadały przez 15 min.o normalnych rzeczach, o modzie, samopoczuciu, szkole (Karolina miała indywidualne).. Takie tam bzdety.
- Karo, słuchaj. Wiesz po co tu jestem...?
- Domyślam się. Wszyscy rozmawiają ze mną tylko na temat 'z kim..? Kto jest ojcem..? '. Ale Tobie to powiem.
 - Jeśli nie chcesz to nie ...
Nie lubiła tematu "ciąża". W dodatku rozmawiać o niej z osobą młodszą, a jednak bardziej, hmm, doświadczoną?! Zuza była za delikatna na zło wobec dzieci. Mimo, że w okresie gimnazjum obiecywała sobie, że w żadne macierzyństwo się bawić nie będzie.
 - Powiem ci! - przerwała jej dziewczyna.
 - Słucham... - wzięła głęboki wdech. Była gotowa na straszną odpowiedź, ale nie spodziewała się aż takiej.
- Ojcem jest ktoś kogo znasz... Kto jest ci bardzo bliski... Wiem, zabijesz mnie, ale... To działo się tak szybko - zakryła twarz. Płakała. - Zaproponował wyjazd do Zakopca i ...
 Zuzie zrobiło się ciemno przed oczami. Zakopane? Zakopane? Nie słuchała już jej, a Karolina kontynuowała opowieść. Wybiegła z domu Karoliny. Nauczycielom powiedziała, że da im znać później.

Pobiegła do mieszkania. Spakowała ubrania. Wzięła kosmetyki. Zostawiła wiadomość współlokatorce 'nie szukaj mnie'. Zamknęła drzwi i pobiegła na przystanek.
'Kierunek Sandomierz' - przeczytała. Sandomierz - Adam, jej brat. Przeznaczenie, że akurat do niego kieruje ją autobus? A raczej kierowca autobus?
 Przez całą drogę napisała tylko sms'a do Pawła 'nie ma mnie. Nie szukaj Zuzy Kasprzak. Jak wrócę może wszystkiego się dowiesz' . To "może" oznaczało "kiedyś ci opowiem, ale nie wiem, czy wrócę."
 Sama nie wiedziała jak to przeżyje. Ciężko było o tym mówić, myśleć... 'Obiecaj sobie, że się nie załamiesz! Żyj dalej!"

 Dojechała. Skierowała się w stronę ratusza, potem nogi same poniosły ją do pobliskiego kościoła. Wiedziała, że spotka tam Adama.
Weszła do środka. Zobaczyła wysokiego mężczyznę w sutannie. Zauważył ją.
-Zuza... - szepnął i natychmiast był przy niej.
-Adam, ja, ja.. On ... - jąkała się przez łzy. Zakrztusiła się.
-Już, spokojnie, jestem tutaj. - przytulił ją po bratersku.
-On zrobił dziecko innej dziewczynie, w Zakopcu, bo ja tam nie chciałam jechać to zabrał inną i... Zaprowadził ją do swojego mieszkania. Proboszcz, po wysłuchaniu całej historii Zuzanny, pozwolił jej zostać na kilka dni u niego w parafii.
Pierwsze popołudnie spędziła żaląc się Adamowi, co jej się przytrafia, jakie miała szczęście, że poznała Pawła, i że była z Mikołajem. A teraz jak bardzo cierpi, bo komuś zachciało się ...
To było obrzydliwe. Musi z tym skończyć, bo jak będzie żyła z kim kto...? Lepiej nie kończyć przemyśleń Zuzy.

-|-|-|-|-|-|-|-|-|-| w tym samym czasie -|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

Paweł wybrał się do Pajęczna, aby porozmawiać z Zuzy mamą. Jej zachowanie było naganne. Wyjechała, nie powiedziała gdzie i nie daje znaku życia. Co się dzieje z tą dziewczyną?
-Zuzanna zostawiła mi wiadomość, że jedzie do Sandomierza. Chciała odpocząć. - powiedziała pani Agnieszka przynosząc kawę i pyszne ciasto, swojej roboty.
-Tak? A mi napisała sms'a ... Zaraz pani dokładnie powiem, co napisała - zaczął przeglądać skrzynkę sms'ową. - O, jest : "nie ma mnie .Nie szukaj Zuzy Kasprzak. Jak wrócę może wszystkiego się dowiesz" . Co pani o tym sądzi?
-Domyślam się, że pojechała do ... do znajomego, Adama. Zawsze ma w nim wsparcie i jak ma problem, to wszystkim bliskim pisze takie sms'y i od razu wiadomo, że pojechała do Sandomierza. - popatrzyła się na Pawła . - Widzę, że bardzo się pan o nią troszczy. To wspaniale, że jest ktoś taki, jak pan. I mimo takiej, hmm, pracy i życia prywatnego opiekuje się pan moją córką. Ale bez obaw, Zuzanna jest mądrą osobą i nie zrobi nic głupiego.
-Niech pani nie przesadza. - dopiero teraz, od początku rozmowy na twarzy Pawła pojawił się uśmiech.
Był spokojny, że Zuzce nic nie grozi. - Jeśli wyrazi pani zgodę, chcę być opiekunem Zuzanny, na czas kiedy będzie mieszkać w Bełchatowie. Lepiej, żeby ktoś miał na nią oko.
-Tak, tak oczywiście. Zgadzam się. Dziękuję za propozycję.
-Bardzo dobre ciasto. Poproszę przepis dla mojej dziewczyny. - uśmiechnął się Paweł.

-|-|-|-|-|-|-|-|-|-| 2 dni później -|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

-Zuzka, słuchaj, zostań ile chcesz, ale wiedz, że masz szkołę. I Paweł cię potrzebuje. A o nim zapomnij i zajmij się tym, czym masz się zająć. - usłyszała od Adama na pożegnanie.
Wsiadła w autobus i ruszyła do Bełchatowa.
Była już na miejscu, gdy za oknem autobusu zobaczyła Julię na przystanku. Wybiegła z zatłoczonego pojazdu i pobiegła do dziewczyny.
-Na litość boską, Zuza! Teraz to ty będziesz miała u Pawła PIEKŁO. Wsiadaj do auta, macie sporo do pogadania.
I pojechały do mieszkania Zatorskich. Już w wejściu czekał Paweł.
-Mądra jesteś? Uciekasz! I nie dajesz żadnej oznaki życia! Wiesz, jak się o ciebie martwiliśmy?!
-Taaak?! - przeciągała Zuza. - A to niby czemu? Przecież NIE JESTEŚ  moim OJCEM!
-Może i nie jestem, ale tak czy inaczej twój ojciec też się o ciebie martwił!
Popatrzyła na niego. Skąd mógł to wiedzieć?
-Nie masz szans! Nie mam ojca! Rozumiesz NIE MAM OJCA! I nigdy go nie będę mieć!
W tej chwili Paweł zrozumiał, że tak naprawdę nic nie wie o Zuzie. wiedział tam parę rzeczy, ale przecież przyjaźnił się z nią. To jak mógł nie wiedzieć, że nie ma ojca?
Między dwóch "wrogów" wkroczyła Julia.
-Dobra, dosyć kłótni na dzisiaj. Paweł - zwróciła się do niego - dochodzi godzina treningu. Idź, bo się spóźnisz. A ty - spojrzała na Zuzę - idź do łazienki, ogarnij się, a ja zrobię kolację.
Kasprzak vs Zatorski . Ciekawa rywalizacja. Ciekawe, czy znów sobie zaufają...

 -------------------

Baaach! Coś powstało.
PRZEPRASZAM! Strasznie długo tu nic nie pisałam, ale dużo się u mnie dzieje i jakoś tak wyszło... :)
Jesteś = zostaw ślad :)
Mam nadzieję, że się nie zanudzicie.
Toośka :) :*

PS niektóre imiona, m.in.: kumpeli Leny i dziewczyny Pawła są zmienione (dziewczyny inaczej się nazywają, ale dla bezpieczeństwa je zmieniłam) :)