czwartek, 7 lutego 2013

Cześć, Adam jestem.

Szedł parkiem i zadawał sobie to pytanie "Czemu Bóg zesłał mu tę dziewczynę?". Jego życie odwróciło się o 180 stopni. Wszystko jest inne. Wszystko.
Doszedł do ulicy, gdzie mieszkała. Wszedł do bloku, znalazł drzwi z numerem 16 i otworzył je sobie. Miał klucze, dała mu je w razie "w".
- Ola, nie mam ochoty gadać,weź wyjdź. - odburknęła Zuza, gdy usłyszała brzęk kluczy.
- Dobrze, dobrze. - zajrzał do pokoju.
Siedziała skulona na łóżku, w piżamie, pod kocem, z zapłakanymi oczami. Nigdy nie widział jej w takim stanie.
- Hm, to ty. - przywitała się krótko. - Nie masz treningu?
- Nie, dzisiaj mam wolne i postanowiłem, hm ... - zamyślił się. - Postanowiłem przyjść, przeprosić i porozmawiać takie 3P.
- Raczej 4P "postanowiłem, przyjść, przeprosić, porozmawiać". - wyliczała na palcach jak dziecko. - Do czterech liczyć nie umiesz? CZTERY to jest TYLE - i pokazała mu cztery palce.
- Widzę, że humor wrócił. - zaśmiał się.
Miał nadzieję, że już u niej wszystko OK. Ale i tak miała wiele mu do opowiedzenia.
- Nie - skomentowała krótko. - Nie,nie i jeszcze raz nie. Proste małe słowo. - skryła twarz w dłoniach.
Usiadł obok, objął ją. Po raz pierwszy odczuła takie prawdziwe ciepło, prawdziwą przyjaźń. I te perfumy... Czuła jak jego koszulka robi się coraz bardziej morka od jej łez. Ale tak jej było dobrze. Jemu też skoro się nie odsunął, a może po prostu bał się odejść? Nie chciał jej ranić, jako kolejny typ faceta?
- Wiem, że nie chcesz, ale opowiedz mi... Opowiedz o tym koledze Adamie, o twoim ... ojcu.
- Koledze Adamie?! - oderwała się od niego. - Jaki kolega...? To to mój brat! - wykrzyczała.

|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

Było ciepły wrzesień. Zuza była w podstawówce.Ten miesiąc był dla pajęczańskiego gimnazjum szczególnym miesiącem. Otóż we wrześniu - do Polski, do Pajęczna przyjechała wymiana uczniowska z Niemiec, z Merseburga. Nauczycielka niemieckiego zabrała klasę VIb , klasę Zuzy, do szkoły gimnazjalnej na pokaz talentów polsko-niemieckich. Chciała pokazać, ze za rok sami będą mogli poznać wspaniałe osoby zza granicy.
Wszystko było OK. Doszli na miejsce, znaleźli wolne ławki i czekali na występ. Akurat była przerwa. Tysiące twarzy, ciał. A w tym zgiełku ksiądz Paweł. Zobaczył Zuzę. Znał ją. Od małego uczęszczała na msze. Dziewczyna również go zauważyła.
- Oo, szczęść Boże! - powiedziała, gdy wchodził na pokoju nauczycielskiego.
- No, witam, szczęść Boże! To co? Za rok się widzimy na lekcjach? - uśmiechnął się. Zawsze był miły.
- Tak, tak, tak! A jak na razie - dzisiaj piątek, mogę wpaść na oazę? Zobaczyć jak jest, no i chcę być częścią tej wspaniałej grupy!
- Jakie pytanie, oczywiście, że możesz! A raczej - rozkazuję ci.
Wystarczyło tyle, by o godzinie 18.być na mszy, a o 18.30 zapoznawać się z nowymi ludźmi. A między nimi był on, Adam. Chłopak w sutannie.
Od razu zwróciła na niego uwagę. Był klerykiem, normalne, ale już daleko było czuć to ciepło, chęć pomocy, uśmiech...
Mijały miesiące, a ona nie mogła zapomnieć tych chwil... Wspólnych ognisk, pielgrzymek, dyskotek, spotkań.
Umówili się, żeby pograć w siatkówkę. Poszła, przecież to jej pasja! Beż niej nie mogła żyć.
- Cześć, wszystkim! - na boisko wpadł Adam. Spojrzał na Zuzę. - Cześć, Zuziu. - podszedł i przytulił ją. Nic nie było w tym dziwnego, mieli taki zwyczaj witania się. Potem przytulił Karolinę, Martę i przywitał się z resztą osób. Ale co najdziwniejsze. "Cześć, wszystkim. Cześć, Zuziu" . Ktoś jej to wytłumaczy? Wyróżnił ją spośród dwudziestu osób.

Teraz, gdy to wspomina, zawsze tak było. Zawsze mówił do niej tak ładnie - zdrobniale, z uśmiechem.
Ale raz ... Nigdy tego nie zapomni.

Sms. Godzina 22.00. "Hej, tu Adam. Przepraszam, że tak późno, ale.. Muszę z tobą porozmawiać. Pasuje ci jutro o 16.00 w parku?" . Odpowiedź brzmiała "Hej, nic nie szkodzi. Tak, jasne, pasuje mi. Czy to coś poważnego?". Nie dostała już żadnego sms'a. A czekała na niego pół nocy.

W parku była o 15.50. Czekał na nią pod fontanną.
- ejejejejejejej, to chyba o 16. mieliśmy się spotkać, nie? - przywitała go szczerym uśmiechem. Widziała, że był sztywny, taki inny.
- Taaaaaak. - przeciągnął. - Cześć, siadaj. Wskazał na miejsce obok siebie.
Zrobiła, o co prosił. Nie wiedziała, o czym mieli gadać, więc czekała aż sam poruszy temat.
- Wiesz, w życiu robi się czasem głupie rzeczy. Coś nam wychodzi, a coś nie. Od dawna okłamuję siebie i innych. Sam nie chcę znać prawdy, bo to bardzo boli. Rani. Nie potrafię z tym żyć. Kiedy się o tym dowiedziałem ... Cieszyłem się i płakałem. Bo ... - urwał.
- Czekaj! O co kaman? Co chcesz mi powiedzieć? - czuła, że raczej nie chce usłyszeć odpowiedzi, ale zżerała się ciekawość. - Powiedz prosto z mostu. Proszę - przyciszyła ton.
Wziął głęboki oddech i zapatrzył się w wodę. Nie mówił nic przez dobre 5 minut.
- OK. Prosto z mostu? No dobra, jak uważasz. - sekunda przerwy i całe jej życie zmieniło się. - Jesteśmy rodzeństwem! Tak! Dobrze słyszysz! Mamy wspólną matkę, a tak różnych ojców!
Nie. Jak to? Czuła, że kamień spadł jej z serca. Od dawna miała myśl, że coś ich łączy, że, że ...

Jej matka, tzn.ich matka, została zgwałcona. Kolesia nie znała, ale cóż, nie jej wina. Prawda?
Adam opowiedział jej, co i jak, a ona nie wierzyła własnym uszom.
- Obiecaj, że nie powiesz tego... - przerwał, ale natychmiast skończył - ... mamie.
Ciężko było mu wymówić słowo "mama". Bo jak można nazwać kogoś "matką" skoro się go nie znało, nie było się wychowanym przez tą kobietę?
- Jasne. Adam, przepraszam, muszę już iść. Muszę to przemyśleć. Wiem, wiem, chciałam prosto z mostu, to to mam. Ale wiesz, jak ciężko to przyjąć, że twój kolega jest twoim bratem. To niecodzienne uczucie.
- Wiem, doskonale rozumiem. Gdy dowiedziałem się tego od moich przyszywanych już rodziców byłem w szoku, trudno było się pozbierać.

|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

Paweł nie mógł nic powiedzieć. Jedyne co przeszło mu przez głowę to "Boże, jak ona to zniosła?"
A Zuza, jakby czytała mu w myślach.
- Przeżyłam ten szok. Wtedy lekko załamałam się psychicznie. W końcu wszyscy mnie oszukiwali. Przez całe życie. Ale pomyśl! Ja tyle opowiadałam mamie, dziadkom o Adamie. O czym mówił na spotkaniu, co u niego itd. A oni tego wysłuchiwali i cieszyli się, że synowi i wnukowi tak dobrze się układa. I nie mieli zamiaru powiedzieć mi, że ... - znów zakryła twarz w dłoniach. Miała dość.
- Ciii - uspokoił ją Paweł. I po raz kolejny przyciągnął do siebie i przytulił.
Wiedział, że nie może już o nic więcej pytać. Na razie musi mu wystarczyć historia o Adamie. Nie będzie pytał o ojca, bo znów wspomnienia wrócą jak bumerang, a wtedy będzie źle.
Oderwała się od niego.
- A gdzie Julia? - zapytała tak nagle.
- Pojechała do taty, jego stan pogorszył się... - spuścił wzrok Paweł.
- Idioto! Czemu z nią nie pojechałeś tylko przyszedłeś do mnie?! - rzuciła w niego poduszkę.
- Bez takich. - puścił oczko. - Jutro ważny mecz, zapomniałaś! Wiedziałem - próbował ją rozweselić. - A poza tym, ostatnio nasze drogi się rozchodzą. Coraz częściej wyjeżdża. Oddalamy się.
- Nie wierzę, Twoje i Julii? - otworzyła usta ze zdziwienia.
- Tak, tak, parę dni odpoczynku od siebie dobrze nam zrobi.
- Rozumiem i trzymam kciuki, żeby wszystko było OK. - tym razem to Zuza zatroszczyła się o poprawienie humoru Pawłowi.
A on? Miał nadzieję, że ...
- Opowiesz mi coś jeszcze o Twoim życiu? Ale, ale - pogroził jej palcem - w innym terminie. Teraz musisz się poprawić w lusterku bo ... - spojrzał na jej twarz - wyglądasz jak pajac z tym rozmazanym makijażem, ale i tak jesteś piękna.

Piękna, piękna ... Jak to cudownie brzmi w jego ustach.

--------------------------------------------------------

No hej! :D
Od dzisiaj chyba będzie więcej rozdziałów.
A ten rozdział ... dedykuję Karolinie za te rozmowy i mobilizację do pisania! :*

Ciekawa jestem, jak ten rozdział Wam się podoba, to poprzedni chyba nie za bardzo ;)

Toośka. :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz