piątek, 15 lutego 2013

Zuza, a może to coś więcej?

Styczeń, zima, samotność. Ale w tej całej samotności czuła się szczęśliwa. Postanowiła odmienić swoje życie na lepsze. Nie będzie rozmyślała o tym, co zrobił jej Mikołaj, tylko po prostu będzie życzyła mu jak najlepiej. To jest najlepsze rozwiązanie. W dodatku nie mogła teraz myśleć o życiu prywatnym. Należała do klubu siatkarskiego, jako grupa dziewcząt zaczynały poważne starania do wejścia do łódzkiej ligi. A do tego konkurs fotograficzny.
Miała to coś, czego sama nie zauważała. Dopiero nauczyciel namówił ją, aby zrobiła parę zdjęć i wysłała je do Akademii Fotografii w Warszawie. To szkoła fotografii, której program skierowany jest nie tylko do profesjonalistów, ale też początkujących pasjonatów. Zuzę zaliczono do tych "lepszych". Więc co miała zrobić? Strzeliła kilka zdjęć przyrodzie ożywionej i nieożywionej i wysłała do centrum.

W trakcie pobytu w pałacu Męcińskich i fotografowaniu wielkiego fortepianu i kosztownych pokoi dostała sms'a od Pawła.
"Niech mnie szlag trafi. Znów ojciec Julii zachorował. Znów wyjechała. Znów w tak ważnym dla mnie momencie."
Mecz z Izmirem, Julki znów nie ma. OK. Rozumiała ją, jej tata chorował na serce i coś tam jeszcze, ale zapomniała o Pawle. Wyjeżdżała do Łodzi na kilka tygodni, nie dawała znać, co u niej, tylko czasem powiadomienie "Raz jest z nim lepiej, a raz gorzej."
W tym całym zamieszaniu Paweł marniał na oczach Zuzy. Strasznie schudł, nie miał na nic siły, ochoty. Jedyną radością były wygrywane mecze. Wtedy uśmiech długo nie schodził z jego ust, a szczęście, jakim pałał, świetnie oddziaływał na Zuzę. Miała motywację, żeby być taka jak Paweł.

|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

Było ok.godz.21.30. Zuzia szykowała się powoli do snu. Weszła do łazienki, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Zarzuciła sweterek i skierowała się do drzwi. Otworzyła je i zobaczyła w nich Pawła. W ciemności wyglądał normalnie, tak jak zawsze.
- A co cię tu sprowadza przed 22.? Wchodź. - rzuciła krótko. Miała nadzieję, że przyszedł jej powiedzieć, że z panem Wiesławem już wszystko w porządku. Tak długo czekała na wiadomość, że wszystko będzie tak jak dawniej.
Paweł wszedł niepewnym krokiem do jej pokoju. Chwiał się. W ręku trzymał butelkę wódki. Kurtkę miał wygniecioną, ale ubrania ogólne schludne, jak zwykle świetnie dopasowane.
Nic nie mówiąc usiadł na łóżku. Położył na biurku trunek i powiedział :
- Oddałbym życie, dałbym wszystko, żeby byby-była szczęśś-liwa. A..a.. ona - przerwał. Odkręcił butelkę i napił się. Zapatrzył się na Zuzę. A ona odwróciła wzrok. Domyśliła się o  co chodzi. Bała się spytać, ale wolała się upewnić.
- A ona co? - podeszła do Pawła. Zabrała mu zakrętkę i butelkę. Nie był do końca pijany, po prostu nigdy nie pił tak dużo i teraz się jąkał.
- A ona po-poszła do innego. Bo tak jej się podobało. - zmienił ton na wyższy udając kobietę. - Kłamała, nie kochała, zdradziła. Proste rozumowanie kobiety. - spojrzał na Zuzę. - Ooo, przepraszam, Ty chyba jesteś mądrzejsza.
Zdjęła mu kurtkę i położyła na krześle. Kładąc ją poczuła te znane, piękne perfumy. Łza spłynęła jej po policzku. Tak świetny facet jak Paweł - tysiące problemów przez Julkę. Otarła policzek i odwróciła się do niego.
- Przenocujesz dzisiaj u mnie, tutaj. Ja prześpię się w gościnnym.
Skierowała się do wyjścia. Nagle poczuła ciepłą dłoń na swojej ręce.
- Poczekaj, ja..ja.. Wstyd się przyznać, ale .. Słuchaj nie jestem aż tak pijany, a boję się ciemności. Zostań, przy tobie czuję się bezpieczniej. - spojrzał jej w oczy. - Proszę. - przeciągnął samogłoski i zrobił proszącą, a zarazem smutną minę.
Jak dziecko. Zachowywał się jak dziecko, ale i tak go uwielbiała. Gdy była dzieckiem to zawsze gadała "a Paweł to. Paweł tamto. a wiesz, bo Zatorski to tak...". I teraz miała go zostawić?
Położyła się koło niego. Dziwnie się czuła. Chłopak stracił dziewczynę, teraz on leży u niej w łóżku, a Zuza ma być koło niego. Ale przecież nic złego nie robi, prawda? Tylko leży, jak Paweł uśnie to pójdzie do pokoju i wszystko będzie OK. Ale nie zdążyła zmienić miejsca spania, bo usnęła szybciej od Pawła. To jego zapach i ciepło ją uśpiły.

|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-| Ranek |-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

Obudził ją zapach świeżej kawy i coś .. spalonego? Otwarła lekko oczy i rozejrzała się dookoła. Pawła już nie było w łóżku. Leżała sama, lecz czuła jakąś postać koło siebie. To on - Zati. Siedział przy Zuzie z tacą, na której była świeżo parzona kawa rozpuszczalna i omlet z warzywami.
- Proszę, twoja ulubiona. - podał jej filiżankę kawy, gdy zauważył, że już się obudziła.
- Paweł? Co ty wyprawiasz? Co tu tak śmierdzi? - spojrzała na tacę. Omlet wydawał się być zjadalnym.
- No, wiesz, Zuza. Dwie pierwsze próby poszły z dymem. I chyba muszę odkupić wam nową patelnię. - spojrzał błagalnym wzrokiem, żeby nie była wściekła.
Zuza zerwała się szybko z łóżka. Nie mogła pozwolić, żeby Paweł przez swoje zdolności kulinarne spalił jej mieszkanie. Ubrała kapcie i już biegła do kuchni, gdy ... Usłyszała śmiech Pawła. No tak, chciał sobie zażartować, a ona, głupia blondynka, dała się wrobić.
Cofnęła się od drzwi. Siadając na łóżku powiedziała :
- Widzę, że humor dopisuje. A chcesz dostać...? - spojrzała "spode łba". Usiadła po turecku, tak jak Paweł. Siedzieli na przeciwko siebie i popijali kawę z uśmiechem na ustach.
- A to zależy czym miałbym dostać. Jeśli buziakiem to z chęcią. - zaśmiał się. Twarz Zuzy się nie zmieniła, była normalna, taka jak zawsze. Udawała, że nie usłyszała dowcipu. A tak na prawdę w duszy zastanawiała się, co zrobić - pocałować, czy nie? Nie, przecież on tylko żartuje.
- Mówię poważnie. - Dziewczynie wydawało się, że Paweł czyta w jej myślach.
Wzięła kęs omleta, później jakieś warzywo. Nawet nie zwróciła uwagę jakie.
- Poczekaj, podnieś głowę. - ruchem ręki pokazał w lekko w górę - Masz tutaj coś. Na ustach. - wziął chusteczkę, tak dla zmylenia przeciwniczki. Przybliżył się do Zuzy, byli od siebie o ok. 5 cm.
Zuzanna myślała, że Paweł wytrze jej usta chusteczką, ale on posunął się o krok dalej.
Odległość z 5 cm zmniejszyła się do 0.5 cm i Zuza poczuła na swoich wargach lekkie muśnięcie. Czas mijał wtedy strasznie szybko, dziewczyna wiedziała, że chciałaby więcej, ale nie może. To ciepło, delikatność. Paweł! Czemu tak krótko?!
Chłopak odsunął się i wymamrotał pod nosem zwykłe "przepraszam. To nie powinno się stać." i odwrócił wzrok.
Ach, gdyby mogła wtedy powiedzieć, że to nic, że bardzo się cieszy. Już miała to oznajmić, gdy w ostatniej chwili odsunęła tę myśl.
- Ja, to znaczy, nie ja.. emm .. - jąkała się. Było czuć, że strasznie się denerwuje. - Dziękuję za śniadanie, pyszne. Jednak twoje zdolności kulinarne nie są takie złe. Pójdę do łazienki wziąć prysznic.
Skierowała się w stronę łazienki. Po drodze przeglądając się w lustrze. Podobała się sama sobie. A to krok do świetności.
Stojąc pod prysznicem, woda lała się małymi strumieniami po jej nagim ciele. I nagle ta myśl!
- Tak, Zuza! To jest to! - wyszła spod prysznica. - STOP, Zuza! Szlafrok, gdzie jest szlafrok?! - kręciła się w kółko po łazience - Aaaa, tu jesteś. czemu zawsze się chowasz?!
- Zuza? - Paweł. Stał pod drzwiami do łazienki - Dobrze się czujesz, gadasz sama do siebie.
Założyła szybko puszysty szlafrok na mokre ciało i gwałtownie otworzyła drzwi.
- Paweł, znam miejsce, gdzie poczujesz się jak w raju. Zaufaj mi! Jedź do domu, spakuj rzeczy, kosmetyki, kąpielówki, ręczniki. No! Ruchy! Chłopie! Rzeczy potrzebne na wyjazd! Śmigaj mi już! - skierowałą go w stronę wyjścia. Skierowała to mało powiedziane, pchała go w stronędrzwi.
- Tu jest wyjście. Please! GO! GO!


|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-| 3 godz.później |-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

- Teraz w lewo, potem w prawo. - siedzieli w aucie Pawła i wyjeżdżali ... gdzie? No, jak to gdzie! Do Uniejowa! Tylko cii, Paweł o niczym nie wie.
- Zuzka, masz szkołę, nie zdasz i tyle będzie.
- Też cię kocham. - pokazała mu język.
Czuła, że ich przygoda zaczęła się dzisiaj rano, przy śniadaniu, przy pocałunku.
- Jak wyjedziemy z Uniejowa to gdzie?
- Na rodzie w trzecią w prawo, bo w lewo nie możesz. Chyba o tym wiesz, prawda? - udawała głupią. Nie, nie wiedział o tym. Zuza to cud natury i tylko ona wie, że na rondzie w prawo.
Skręcił tam, gdzie cud kazał. Zmniejszył prędkość. Po jego minie było widać "gdzie?"
- Po raz kolejny ... - nie zdążyła skończyć, bo Paweł dokońcył :
- w PRAWO! Rozumiem cię bez słów. - pojechał tam gdzie kazała.
"Termy Uniejów" - ich nowy raj, gdzie to Paweł miał zapomnieć o całym życiu z Julką. Zagroda Młynarska, sauny, masaże, ciepła, termalna woda. I mimo, że na dworze ok.- 2-4 stopni to i tak będzie im cieplutko i słodko (lub słono, bo taka tam jest woda- solanka).
- Cii, nic nie mów. Nie narzekaj, tylko dziękuj, - puściła mu oczko.
Weszli do recepcji Zagrody. Zuza stanęła przy biurku i poprosiła o dwa pokoje.
- Niestety, mamy tylko wolny jeden z małżeńskim łóżkiem. Na pewno jutro zwolnią się pokoje.
Spojrzała na Pawła. Nie mieli innego wyjścia, chyba, że spać na dworze lub u sióstr zakonnych. Wybrali pierwszą opcję - małżeński pokój.
- W takim razie, weźmiemy na dwa dni na razie. - dostała kluczyk, zabrali bagaże i ...
- Jeej, ale tu pięknie. - Zuzka rzuciła torby i poszła otworzyć okno. W pokoju znajdował się kominek, szerokie okna, balkon. Dużo przestrzeni - to było najlepsze. Usiadła na łóżku. - Hm,, miękkie i wygodnie - skomentowała krótko.
- W końcu małżeńskie - zwrócił jej uwagę Paweł i usiadł koło niej. - Czemu tyle dla mnie robisz?
- Tyle? To znaczy ile? Zwykły wyjazd na rozluźnienie się. Każdemu dobrze zrobi. Bierz kąpielówki i idziemy!
Po 10 minutach stali już przy basenie. Zuzanna zauważyła, że Paweł znów dziwnie się jej przygląda.
- Co znowu nie tak? Chyba dobry strój ubrałam? - zażartowała, ale dla pewności spojrzała z góry na siebie.
Paweł podszedł do niej bliżej i szepnął jej do ucha :
-Wyglądasz zniewalająco. - i złapał ją za rękę i pociągnął w stronę basenu.

Tłum zakochanych ludzi, woda, tłum zakochanych ludzi, woda, tłum zakochanych ludzi, woda... Mam dalej pisać? Nie, chyba nie. Domyślacie się, co byłoby napisane po wodzie?
Zuza zauważyła, że pewna pani ciągle spogląda w ich stronę. Tak, chyba uważała, że są parą. Ale tak nie było.
- Piękna, chyba dwie godziny minęły. Czas wychodzić. Dzień nie może trwać wiecznie. Zbieramy się. - taak, jak zwykle martwi się na zapas.
- Och, Paweł, tak mi tu dobrze. Ale OK, wrócimy to jutro.
Skierowali się w stronę szatni. Wzięli prysznic, przebrali się i wyszli.
- a teraz ... Chodź do klubu, są kręgle, bar, bilard. Mogę się założyć, że wygram.
- Chyba zapomniałaś, kto tu jest od wygrywania, młoda damo - czy to miało zabrzmieć jak komplement? Chyba tak, więc Zuza podziękowała.
Zeszli piętro niżej. Klub miał swój klimat.
Wykupili godzinę kręgli. Już w pierwszym rzucie Zuza trafiła w 9 kręgli.
- Patrz i ucz się od mistrza. Moje kolej. - Paweł myślał, że mu się uda, ale ... Kula zeszła w bok i w nic nie trafił. - Mistrz umie też przegrywać.
Po 60 minutach Paweł zszedł z toru z niewyraźną miną. Tak, przegrał, ale cieszył się, że mógł spędzić z Zuzką tyle czasu.
Podszedł do barmanki, zamówił pizzę i udał się do toalety. Zuza w tym czasie usiadła przy stoliku na wygodnej kanapie.
-  Panienka sama? To może się do mnie dołączy. Bo ja akurat nie mam towarzystwa. A wieczór chciałbym spędzić z kimś takim jak ty. - na kanapie usiadł facet ok.25 lat. Zuza odsunęła się i wysyczała "idź stąd", ale on nie miał zamiaru jej odstąpić.
Dotknął jej włosów i próbował pocałować w usta. Nagle przybiegł Paweł.
- Co robisz? Zostaw ją! Słyszysz?! - dobiegł do faceta i chwycił go za szyję. - Zostaw ją! Jest ze mną!
Odepchnął go na ścianę. Facet nie zamierzał się poddawać. Przeszedł wolnym krokiem do Zatorskiego i gdy ten się nie spodziewał przywalił mu pięścią nad okiem. Na szczęście Paweł był zwinny i lekko się odsunął. W tym czasie Zuza wybiegła na dwór, ale cofnęła się. Wróciła do środka i odciągnęła Pawła na bok. Krzyknęła do gościa :
- Albo się uspokoisz, albo dzwonię na policję, zawiadomić o próbie gwałtu i pobicia!
Widziała jak barmanka trzyma telefon w dłoni. I już miała zamiar wybierać numer 997, gdy nieznajomy powiedział :
- Dobrze, już spokojnie, dostał za swoje. Idę stąd. - był pijany i wyszedł. Tak było najlepiej.
- Nic się panu nie stało? - przybiegła kobieta z apteczką.
- Nie, nic. Zaza, wyjdźmy stąd.
Dziewczyna podziękowała kobiecie za chęć okazania pomocy i oznajmiła, że wrócą do mieszkania i tam opatrzy Pawła.

- Boże, mógł cię tak uderzyć, że mógłbyś stracić wzrok. - Zuzia trzymała w ręku wodę utlenioną i waciki. Wycierała małą ranę Pawła. - Nie musiałeś się tak poświęcać. Wstałabym od stołu i by się odczepił.
- Musiałem, tak, jasne, widziałem, jak się na ciebie gapił. Jakbyś była jakimś przedmiotem, nie człowiekiem.
Głowę miał opartą na kolanach Zuzy. Patrzył się jej głęboko w oczy, gdy ona opatrywała mu ranę. Gdy skończyła chciał się podnieść i usiąść, ale Zuz zatrzymała go.
- Poleż jeszcze, tak jest dobrze. - i schyliła się do jego twarzy. Oparła swoje czoło o jego. - Dziękuję - wymamrotała po 3 minutach.
Wstała i podeszła do niego. Usiadła obok Pawła. Przytuliła się do niego. Tak po prostu.
Poświęcił się dla niej, dużo to znaczyło.
- Pamiętaj, że zawsze będziesz dla mnie ważny.
- Wróćmy już do Bełchatowa. Jeden dzień taki szerokich przygód nam starczy.
Spakowali rzeczy z basenu, zabrali walizki i wsiedli do samochodu. Na razie nie mieli zamiaru rozmawiać o dniu, w którym wszystko i nic się zaczęło.
Kilka kilometrów przed Bełchatowem Zuza dostała sms'a, w którym dostałą gratulacje - dostała się do Akademii Fotografii. Mogła wyjechać choćby następnego dnia, ale postanowiła udać się do Warszawy za tydzień. Musi wszystkich przygotować na nowe zmiany w życiu, w szkole.
Po jej minie było widać, że jest zadowolona z osiągnięcia, ale i z tego, że zostawi Pawła samego.
- Dostałaś się? To fajnie. Ciesz się powodzeniem póki możesz.
- Mam być szczera? Wolałabym zostać tutaj, w Bełchatowie, bo ... - przerwała. Czy w końcu wypowie te słowa? - Bo wiele dla mnie znaczysz, a ta edukacja w Warszawie... boję się, że mnie zmieni, a ja tego nie chcę.  Obiecaj mi, że będzie tak, jak dawniej. To znaczy, nic się nie pogorszy, a raczej polepszy.
W odpowiedzi usłyszała "obiecuję".
Za tydzień zaczyna "karierę". Podbija Warszawę.

Czy uczucie, którym darzy Pawła przejdzie próbę...?

-----------------------------------------------------------

Dziś trochę dłuższy, a to zasługa Karoliny, bo cały ten rozdział został przez nią wymyślony, ja tylko ujęłam to w słowa. Miało być więcej, ale tak jakoś - straszny leń ze mnie, który ma  przerwę od szkoły.

Wczoraj Walentynki - spędzone samotnie, i chyba tak już pozostanie. A u Was? :)

Teraz zostaje mi tylko czekać na Wasze komentarze. :)
Miałam dodawać wpisy częściej, ale wiecie, jakim człowiekiem jestem ^^ :>

do usłyszenia & JESTEŚ = ZOSTAW ŚLAD! ;)

Toośka. :* :)

czwartek, 7 lutego 2013

Cześć, Adam jestem.

Szedł parkiem i zadawał sobie to pytanie "Czemu Bóg zesłał mu tę dziewczynę?". Jego życie odwróciło się o 180 stopni. Wszystko jest inne. Wszystko.
Doszedł do ulicy, gdzie mieszkała. Wszedł do bloku, znalazł drzwi z numerem 16 i otworzył je sobie. Miał klucze, dała mu je w razie "w".
- Ola, nie mam ochoty gadać,weź wyjdź. - odburknęła Zuza, gdy usłyszała brzęk kluczy.
- Dobrze, dobrze. - zajrzał do pokoju.
Siedziała skulona na łóżku, w piżamie, pod kocem, z zapłakanymi oczami. Nigdy nie widział jej w takim stanie.
- Hm, to ty. - przywitała się krótko. - Nie masz treningu?
- Nie, dzisiaj mam wolne i postanowiłem, hm ... - zamyślił się. - Postanowiłem przyjść, przeprosić i porozmawiać takie 3P.
- Raczej 4P "postanowiłem, przyjść, przeprosić, porozmawiać". - wyliczała na palcach jak dziecko. - Do czterech liczyć nie umiesz? CZTERY to jest TYLE - i pokazała mu cztery palce.
- Widzę, że humor wrócił. - zaśmiał się.
Miał nadzieję, że już u niej wszystko OK. Ale i tak miała wiele mu do opowiedzenia.
- Nie - skomentowała krótko. - Nie,nie i jeszcze raz nie. Proste małe słowo. - skryła twarz w dłoniach.
Usiadł obok, objął ją. Po raz pierwszy odczuła takie prawdziwe ciepło, prawdziwą przyjaźń. I te perfumy... Czuła jak jego koszulka robi się coraz bardziej morka od jej łez. Ale tak jej było dobrze. Jemu też skoro się nie odsunął, a może po prostu bał się odejść? Nie chciał jej ranić, jako kolejny typ faceta?
- Wiem, że nie chcesz, ale opowiedz mi... Opowiedz o tym koledze Adamie, o twoim ... ojcu.
- Koledze Adamie?! - oderwała się od niego. - Jaki kolega...? To to mój brat! - wykrzyczała.

|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

Było ciepły wrzesień. Zuza była w podstawówce.Ten miesiąc był dla pajęczańskiego gimnazjum szczególnym miesiącem. Otóż we wrześniu - do Polski, do Pajęczna przyjechała wymiana uczniowska z Niemiec, z Merseburga. Nauczycielka niemieckiego zabrała klasę VIb , klasę Zuzy, do szkoły gimnazjalnej na pokaz talentów polsko-niemieckich. Chciała pokazać, ze za rok sami będą mogli poznać wspaniałe osoby zza granicy.
Wszystko było OK. Doszli na miejsce, znaleźli wolne ławki i czekali na występ. Akurat była przerwa. Tysiące twarzy, ciał. A w tym zgiełku ksiądz Paweł. Zobaczył Zuzę. Znał ją. Od małego uczęszczała na msze. Dziewczyna również go zauważyła.
- Oo, szczęść Boże! - powiedziała, gdy wchodził na pokoju nauczycielskiego.
- No, witam, szczęść Boże! To co? Za rok się widzimy na lekcjach? - uśmiechnął się. Zawsze był miły.
- Tak, tak, tak! A jak na razie - dzisiaj piątek, mogę wpaść na oazę? Zobaczyć jak jest, no i chcę być częścią tej wspaniałej grupy!
- Jakie pytanie, oczywiście, że możesz! A raczej - rozkazuję ci.
Wystarczyło tyle, by o godzinie 18.być na mszy, a o 18.30 zapoznawać się z nowymi ludźmi. A między nimi był on, Adam. Chłopak w sutannie.
Od razu zwróciła na niego uwagę. Był klerykiem, normalne, ale już daleko było czuć to ciepło, chęć pomocy, uśmiech...
Mijały miesiące, a ona nie mogła zapomnieć tych chwil... Wspólnych ognisk, pielgrzymek, dyskotek, spotkań.
Umówili się, żeby pograć w siatkówkę. Poszła, przecież to jej pasja! Beż niej nie mogła żyć.
- Cześć, wszystkim! - na boisko wpadł Adam. Spojrzał na Zuzę. - Cześć, Zuziu. - podszedł i przytulił ją. Nic nie było w tym dziwnego, mieli taki zwyczaj witania się. Potem przytulił Karolinę, Martę i przywitał się z resztą osób. Ale co najdziwniejsze. "Cześć, wszystkim. Cześć, Zuziu" . Ktoś jej to wytłumaczy? Wyróżnił ją spośród dwudziestu osób.

Teraz, gdy to wspomina, zawsze tak było. Zawsze mówił do niej tak ładnie - zdrobniale, z uśmiechem.
Ale raz ... Nigdy tego nie zapomni.

Sms. Godzina 22.00. "Hej, tu Adam. Przepraszam, że tak późno, ale.. Muszę z tobą porozmawiać. Pasuje ci jutro o 16.00 w parku?" . Odpowiedź brzmiała "Hej, nic nie szkodzi. Tak, jasne, pasuje mi. Czy to coś poważnego?". Nie dostała już żadnego sms'a. A czekała na niego pół nocy.

W parku była o 15.50. Czekał na nią pod fontanną.
- ejejejejejejej, to chyba o 16. mieliśmy się spotkać, nie? - przywitała go szczerym uśmiechem. Widziała, że był sztywny, taki inny.
- Taaaaaak. - przeciągnął. - Cześć, siadaj. Wskazał na miejsce obok siebie.
Zrobiła, o co prosił. Nie wiedziała, o czym mieli gadać, więc czekała aż sam poruszy temat.
- Wiesz, w życiu robi się czasem głupie rzeczy. Coś nam wychodzi, a coś nie. Od dawna okłamuję siebie i innych. Sam nie chcę znać prawdy, bo to bardzo boli. Rani. Nie potrafię z tym żyć. Kiedy się o tym dowiedziałem ... Cieszyłem się i płakałem. Bo ... - urwał.
- Czekaj! O co kaman? Co chcesz mi powiedzieć? - czuła, że raczej nie chce usłyszeć odpowiedzi, ale zżerała się ciekawość. - Powiedz prosto z mostu. Proszę - przyciszyła ton.
Wziął głęboki oddech i zapatrzył się w wodę. Nie mówił nic przez dobre 5 minut.
- OK. Prosto z mostu? No dobra, jak uważasz. - sekunda przerwy i całe jej życie zmieniło się. - Jesteśmy rodzeństwem! Tak! Dobrze słyszysz! Mamy wspólną matkę, a tak różnych ojców!
Nie. Jak to? Czuła, że kamień spadł jej z serca. Od dawna miała myśl, że coś ich łączy, że, że ...

Jej matka, tzn.ich matka, została zgwałcona. Kolesia nie znała, ale cóż, nie jej wina. Prawda?
Adam opowiedział jej, co i jak, a ona nie wierzyła własnym uszom.
- Obiecaj, że nie powiesz tego... - przerwał, ale natychmiast skończył - ... mamie.
Ciężko było mu wymówić słowo "mama". Bo jak można nazwać kogoś "matką" skoro się go nie znało, nie było się wychowanym przez tą kobietę?
- Jasne. Adam, przepraszam, muszę już iść. Muszę to przemyśleć. Wiem, wiem, chciałam prosto z mostu, to to mam. Ale wiesz, jak ciężko to przyjąć, że twój kolega jest twoim bratem. To niecodzienne uczucie.
- Wiem, doskonale rozumiem. Gdy dowiedziałem się tego od moich przyszywanych już rodziców byłem w szoku, trudno było się pozbierać.

|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

Paweł nie mógł nic powiedzieć. Jedyne co przeszło mu przez głowę to "Boże, jak ona to zniosła?"
A Zuza, jakby czytała mu w myślach.
- Przeżyłam ten szok. Wtedy lekko załamałam się psychicznie. W końcu wszyscy mnie oszukiwali. Przez całe życie. Ale pomyśl! Ja tyle opowiadałam mamie, dziadkom o Adamie. O czym mówił na spotkaniu, co u niego itd. A oni tego wysłuchiwali i cieszyli się, że synowi i wnukowi tak dobrze się układa. I nie mieli zamiaru powiedzieć mi, że ... - znów zakryła twarz w dłoniach. Miała dość.
- Ciii - uspokoił ją Paweł. I po raz kolejny przyciągnął do siebie i przytulił.
Wiedział, że nie może już o nic więcej pytać. Na razie musi mu wystarczyć historia o Adamie. Nie będzie pytał o ojca, bo znów wspomnienia wrócą jak bumerang, a wtedy będzie źle.
Oderwała się od niego.
- A gdzie Julia? - zapytała tak nagle.
- Pojechała do taty, jego stan pogorszył się... - spuścił wzrok Paweł.
- Idioto! Czemu z nią nie pojechałeś tylko przyszedłeś do mnie?! - rzuciła w niego poduszkę.
- Bez takich. - puścił oczko. - Jutro ważny mecz, zapomniałaś! Wiedziałem - próbował ją rozweselić. - A poza tym, ostatnio nasze drogi się rozchodzą. Coraz częściej wyjeżdża. Oddalamy się.
- Nie wierzę, Twoje i Julii? - otworzyła usta ze zdziwienia.
- Tak, tak, parę dni odpoczynku od siebie dobrze nam zrobi.
- Rozumiem i trzymam kciuki, żeby wszystko było OK. - tym razem to Zuza zatroszczyła się o poprawienie humoru Pawłowi.
A on? Miał nadzieję, że ...
- Opowiesz mi coś jeszcze o Twoim życiu? Ale, ale - pogroził jej palcem - w innym terminie. Teraz musisz się poprawić w lusterku bo ... - spojrzał na jej twarz - wyglądasz jak pajac z tym rozmazanym makijażem, ale i tak jesteś piękna.

Piękna, piękna ... Jak to cudownie brzmi w jego ustach.

--------------------------------------------------------

No hej! :D
Od dzisiaj chyba będzie więcej rozdziałów.
A ten rozdział ... dedykuję Karolinie za te rozmowy i mobilizację do pisania! :*

Ciekawa jestem, jak ten rozdział Wam się podoba, to poprzedni chyba nie za bardzo ;)

Toośka. :*