piątek, 15 lutego 2013

Zuza, a może to coś więcej?

Styczeń, zima, samotność. Ale w tej całej samotności czuła się szczęśliwa. Postanowiła odmienić swoje życie na lepsze. Nie będzie rozmyślała o tym, co zrobił jej Mikołaj, tylko po prostu będzie życzyła mu jak najlepiej. To jest najlepsze rozwiązanie. W dodatku nie mogła teraz myśleć o życiu prywatnym. Należała do klubu siatkarskiego, jako grupa dziewcząt zaczynały poważne starania do wejścia do łódzkiej ligi. A do tego konkurs fotograficzny.
Miała to coś, czego sama nie zauważała. Dopiero nauczyciel namówił ją, aby zrobiła parę zdjęć i wysłała je do Akademii Fotografii w Warszawie. To szkoła fotografii, której program skierowany jest nie tylko do profesjonalistów, ale też początkujących pasjonatów. Zuzę zaliczono do tych "lepszych". Więc co miała zrobić? Strzeliła kilka zdjęć przyrodzie ożywionej i nieożywionej i wysłała do centrum.

W trakcie pobytu w pałacu Męcińskich i fotografowaniu wielkiego fortepianu i kosztownych pokoi dostała sms'a od Pawła.
"Niech mnie szlag trafi. Znów ojciec Julii zachorował. Znów wyjechała. Znów w tak ważnym dla mnie momencie."
Mecz z Izmirem, Julki znów nie ma. OK. Rozumiała ją, jej tata chorował na serce i coś tam jeszcze, ale zapomniała o Pawle. Wyjeżdżała do Łodzi na kilka tygodni, nie dawała znać, co u niej, tylko czasem powiadomienie "Raz jest z nim lepiej, a raz gorzej."
W tym całym zamieszaniu Paweł marniał na oczach Zuzy. Strasznie schudł, nie miał na nic siły, ochoty. Jedyną radością były wygrywane mecze. Wtedy uśmiech długo nie schodził z jego ust, a szczęście, jakim pałał, świetnie oddziaływał na Zuzę. Miała motywację, żeby być taka jak Paweł.

|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

Było ok.godz.21.30. Zuzia szykowała się powoli do snu. Weszła do łazienki, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Zarzuciła sweterek i skierowała się do drzwi. Otworzyła je i zobaczyła w nich Pawła. W ciemności wyglądał normalnie, tak jak zawsze.
- A co cię tu sprowadza przed 22.? Wchodź. - rzuciła krótko. Miała nadzieję, że przyszedł jej powiedzieć, że z panem Wiesławem już wszystko w porządku. Tak długo czekała na wiadomość, że wszystko będzie tak jak dawniej.
Paweł wszedł niepewnym krokiem do jej pokoju. Chwiał się. W ręku trzymał butelkę wódki. Kurtkę miał wygniecioną, ale ubrania ogólne schludne, jak zwykle świetnie dopasowane.
Nic nie mówiąc usiadł na łóżku. Położył na biurku trunek i powiedział :
- Oddałbym życie, dałbym wszystko, żeby byby-była szczęśś-liwa. A..a.. ona - przerwał. Odkręcił butelkę i napił się. Zapatrzył się na Zuzę. A ona odwróciła wzrok. Domyśliła się o  co chodzi. Bała się spytać, ale wolała się upewnić.
- A ona co? - podeszła do Pawła. Zabrała mu zakrętkę i butelkę. Nie był do końca pijany, po prostu nigdy nie pił tak dużo i teraz się jąkał.
- A ona po-poszła do innego. Bo tak jej się podobało. - zmienił ton na wyższy udając kobietę. - Kłamała, nie kochała, zdradziła. Proste rozumowanie kobiety. - spojrzał na Zuzę. - Ooo, przepraszam, Ty chyba jesteś mądrzejsza.
Zdjęła mu kurtkę i położyła na krześle. Kładąc ją poczuła te znane, piękne perfumy. Łza spłynęła jej po policzku. Tak świetny facet jak Paweł - tysiące problemów przez Julkę. Otarła policzek i odwróciła się do niego.
- Przenocujesz dzisiaj u mnie, tutaj. Ja prześpię się w gościnnym.
Skierowała się do wyjścia. Nagle poczuła ciepłą dłoń na swojej ręce.
- Poczekaj, ja..ja.. Wstyd się przyznać, ale .. Słuchaj nie jestem aż tak pijany, a boję się ciemności. Zostań, przy tobie czuję się bezpieczniej. - spojrzał jej w oczy. - Proszę. - przeciągnął samogłoski i zrobił proszącą, a zarazem smutną minę.
Jak dziecko. Zachowywał się jak dziecko, ale i tak go uwielbiała. Gdy była dzieckiem to zawsze gadała "a Paweł to. Paweł tamto. a wiesz, bo Zatorski to tak...". I teraz miała go zostawić?
Położyła się koło niego. Dziwnie się czuła. Chłopak stracił dziewczynę, teraz on leży u niej w łóżku, a Zuza ma być koło niego. Ale przecież nic złego nie robi, prawda? Tylko leży, jak Paweł uśnie to pójdzie do pokoju i wszystko będzie OK. Ale nie zdążyła zmienić miejsca spania, bo usnęła szybciej od Pawła. To jego zapach i ciepło ją uśpiły.

|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-| Ranek |-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

Obudził ją zapach świeżej kawy i coś .. spalonego? Otwarła lekko oczy i rozejrzała się dookoła. Pawła już nie było w łóżku. Leżała sama, lecz czuła jakąś postać koło siebie. To on - Zati. Siedział przy Zuzie z tacą, na której była świeżo parzona kawa rozpuszczalna i omlet z warzywami.
- Proszę, twoja ulubiona. - podał jej filiżankę kawy, gdy zauważył, że już się obudziła.
- Paweł? Co ty wyprawiasz? Co tu tak śmierdzi? - spojrzała na tacę. Omlet wydawał się być zjadalnym.
- No, wiesz, Zuza. Dwie pierwsze próby poszły z dymem. I chyba muszę odkupić wam nową patelnię. - spojrzał błagalnym wzrokiem, żeby nie była wściekła.
Zuza zerwała się szybko z łóżka. Nie mogła pozwolić, żeby Paweł przez swoje zdolności kulinarne spalił jej mieszkanie. Ubrała kapcie i już biegła do kuchni, gdy ... Usłyszała śmiech Pawła. No tak, chciał sobie zażartować, a ona, głupia blondynka, dała się wrobić.
Cofnęła się od drzwi. Siadając na łóżku powiedziała :
- Widzę, że humor dopisuje. A chcesz dostać...? - spojrzała "spode łba". Usiadła po turecku, tak jak Paweł. Siedzieli na przeciwko siebie i popijali kawę z uśmiechem na ustach.
- A to zależy czym miałbym dostać. Jeśli buziakiem to z chęcią. - zaśmiał się. Twarz Zuzy się nie zmieniła, była normalna, taka jak zawsze. Udawała, że nie usłyszała dowcipu. A tak na prawdę w duszy zastanawiała się, co zrobić - pocałować, czy nie? Nie, przecież on tylko żartuje.
- Mówię poważnie. - Dziewczynie wydawało się, że Paweł czyta w jej myślach.
Wzięła kęs omleta, później jakieś warzywo. Nawet nie zwróciła uwagę jakie.
- Poczekaj, podnieś głowę. - ruchem ręki pokazał w lekko w górę - Masz tutaj coś. Na ustach. - wziął chusteczkę, tak dla zmylenia przeciwniczki. Przybliżył się do Zuzy, byli od siebie o ok. 5 cm.
Zuzanna myślała, że Paweł wytrze jej usta chusteczką, ale on posunął się o krok dalej.
Odległość z 5 cm zmniejszyła się do 0.5 cm i Zuza poczuła na swoich wargach lekkie muśnięcie. Czas mijał wtedy strasznie szybko, dziewczyna wiedziała, że chciałaby więcej, ale nie może. To ciepło, delikatność. Paweł! Czemu tak krótko?!
Chłopak odsunął się i wymamrotał pod nosem zwykłe "przepraszam. To nie powinno się stać." i odwrócił wzrok.
Ach, gdyby mogła wtedy powiedzieć, że to nic, że bardzo się cieszy. Już miała to oznajmić, gdy w ostatniej chwili odsunęła tę myśl.
- Ja, to znaczy, nie ja.. emm .. - jąkała się. Było czuć, że strasznie się denerwuje. - Dziękuję za śniadanie, pyszne. Jednak twoje zdolności kulinarne nie są takie złe. Pójdę do łazienki wziąć prysznic.
Skierowała się w stronę łazienki. Po drodze przeglądając się w lustrze. Podobała się sama sobie. A to krok do świetności.
Stojąc pod prysznicem, woda lała się małymi strumieniami po jej nagim ciele. I nagle ta myśl!
- Tak, Zuza! To jest to! - wyszła spod prysznica. - STOP, Zuza! Szlafrok, gdzie jest szlafrok?! - kręciła się w kółko po łazience - Aaaa, tu jesteś. czemu zawsze się chowasz?!
- Zuza? - Paweł. Stał pod drzwiami do łazienki - Dobrze się czujesz, gadasz sama do siebie.
Założyła szybko puszysty szlafrok na mokre ciało i gwałtownie otworzyła drzwi.
- Paweł, znam miejsce, gdzie poczujesz się jak w raju. Zaufaj mi! Jedź do domu, spakuj rzeczy, kosmetyki, kąpielówki, ręczniki. No! Ruchy! Chłopie! Rzeczy potrzebne na wyjazd! Śmigaj mi już! - skierowałą go w stronę wyjścia. Skierowała to mało powiedziane, pchała go w stronędrzwi.
- Tu jest wyjście. Please! GO! GO!


|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-| 3 godz.później |-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|

- Teraz w lewo, potem w prawo. - siedzieli w aucie Pawła i wyjeżdżali ... gdzie? No, jak to gdzie! Do Uniejowa! Tylko cii, Paweł o niczym nie wie.
- Zuzka, masz szkołę, nie zdasz i tyle będzie.
- Też cię kocham. - pokazała mu język.
Czuła, że ich przygoda zaczęła się dzisiaj rano, przy śniadaniu, przy pocałunku.
- Jak wyjedziemy z Uniejowa to gdzie?
- Na rodzie w trzecią w prawo, bo w lewo nie możesz. Chyba o tym wiesz, prawda? - udawała głupią. Nie, nie wiedział o tym. Zuza to cud natury i tylko ona wie, że na rondzie w prawo.
Skręcił tam, gdzie cud kazał. Zmniejszył prędkość. Po jego minie było widać "gdzie?"
- Po raz kolejny ... - nie zdążyła skończyć, bo Paweł dokońcył :
- w PRAWO! Rozumiem cię bez słów. - pojechał tam gdzie kazała.
"Termy Uniejów" - ich nowy raj, gdzie to Paweł miał zapomnieć o całym życiu z Julką. Zagroda Młynarska, sauny, masaże, ciepła, termalna woda. I mimo, że na dworze ok.- 2-4 stopni to i tak będzie im cieplutko i słodko (lub słono, bo taka tam jest woda- solanka).
- Cii, nic nie mów. Nie narzekaj, tylko dziękuj, - puściła mu oczko.
Weszli do recepcji Zagrody. Zuza stanęła przy biurku i poprosiła o dwa pokoje.
- Niestety, mamy tylko wolny jeden z małżeńskim łóżkiem. Na pewno jutro zwolnią się pokoje.
Spojrzała na Pawła. Nie mieli innego wyjścia, chyba, że spać na dworze lub u sióstr zakonnych. Wybrali pierwszą opcję - małżeński pokój.
- W takim razie, weźmiemy na dwa dni na razie. - dostała kluczyk, zabrali bagaże i ...
- Jeej, ale tu pięknie. - Zuzka rzuciła torby i poszła otworzyć okno. W pokoju znajdował się kominek, szerokie okna, balkon. Dużo przestrzeni - to było najlepsze. Usiadła na łóżku. - Hm,, miękkie i wygodnie - skomentowała krótko.
- W końcu małżeńskie - zwrócił jej uwagę Paweł i usiadł koło niej. - Czemu tyle dla mnie robisz?
- Tyle? To znaczy ile? Zwykły wyjazd na rozluźnienie się. Każdemu dobrze zrobi. Bierz kąpielówki i idziemy!
Po 10 minutach stali już przy basenie. Zuzanna zauważyła, że Paweł znów dziwnie się jej przygląda.
- Co znowu nie tak? Chyba dobry strój ubrałam? - zażartowała, ale dla pewności spojrzała z góry na siebie.
Paweł podszedł do niej bliżej i szepnął jej do ucha :
-Wyglądasz zniewalająco. - i złapał ją za rękę i pociągnął w stronę basenu.

Tłum zakochanych ludzi, woda, tłum zakochanych ludzi, woda, tłum zakochanych ludzi, woda... Mam dalej pisać? Nie, chyba nie. Domyślacie się, co byłoby napisane po wodzie?
Zuza zauważyła, że pewna pani ciągle spogląda w ich stronę. Tak, chyba uważała, że są parą. Ale tak nie było.
- Piękna, chyba dwie godziny minęły. Czas wychodzić. Dzień nie może trwać wiecznie. Zbieramy się. - taak, jak zwykle martwi się na zapas.
- Och, Paweł, tak mi tu dobrze. Ale OK, wrócimy to jutro.
Skierowali się w stronę szatni. Wzięli prysznic, przebrali się i wyszli.
- a teraz ... Chodź do klubu, są kręgle, bar, bilard. Mogę się założyć, że wygram.
- Chyba zapomniałaś, kto tu jest od wygrywania, młoda damo - czy to miało zabrzmieć jak komplement? Chyba tak, więc Zuza podziękowała.
Zeszli piętro niżej. Klub miał swój klimat.
Wykupili godzinę kręgli. Już w pierwszym rzucie Zuza trafiła w 9 kręgli.
- Patrz i ucz się od mistrza. Moje kolej. - Paweł myślał, że mu się uda, ale ... Kula zeszła w bok i w nic nie trafił. - Mistrz umie też przegrywać.
Po 60 minutach Paweł zszedł z toru z niewyraźną miną. Tak, przegrał, ale cieszył się, że mógł spędzić z Zuzką tyle czasu.
Podszedł do barmanki, zamówił pizzę i udał się do toalety. Zuza w tym czasie usiadła przy stoliku na wygodnej kanapie.
-  Panienka sama? To może się do mnie dołączy. Bo ja akurat nie mam towarzystwa. A wieczór chciałbym spędzić z kimś takim jak ty. - na kanapie usiadł facet ok.25 lat. Zuza odsunęła się i wysyczała "idź stąd", ale on nie miał zamiaru jej odstąpić.
Dotknął jej włosów i próbował pocałować w usta. Nagle przybiegł Paweł.
- Co robisz? Zostaw ją! Słyszysz?! - dobiegł do faceta i chwycił go za szyję. - Zostaw ją! Jest ze mną!
Odepchnął go na ścianę. Facet nie zamierzał się poddawać. Przeszedł wolnym krokiem do Zatorskiego i gdy ten się nie spodziewał przywalił mu pięścią nad okiem. Na szczęście Paweł był zwinny i lekko się odsunął. W tym czasie Zuza wybiegła na dwór, ale cofnęła się. Wróciła do środka i odciągnęła Pawła na bok. Krzyknęła do gościa :
- Albo się uspokoisz, albo dzwonię na policję, zawiadomić o próbie gwałtu i pobicia!
Widziała jak barmanka trzyma telefon w dłoni. I już miała zamiar wybierać numer 997, gdy nieznajomy powiedział :
- Dobrze, już spokojnie, dostał za swoje. Idę stąd. - był pijany i wyszedł. Tak było najlepiej.
- Nic się panu nie stało? - przybiegła kobieta z apteczką.
- Nie, nic. Zaza, wyjdźmy stąd.
Dziewczyna podziękowała kobiecie za chęć okazania pomocy i oznajmiła, że wrócą do mieszkania i tam opatrzy Pawła.

- Boże, mógł cię tak uderzyć, że mógłbyś stracić wzrok. - Zuzia trzymała w ręku wodę utlenioną i waciki. Wycierała małą ranę Pawła. - Nie musiałeś się tak poświęcać. Wstałabym od stołu i by się odczepił.
- Musiałem, tak, jasne, widziałem, jak się na ciebie gapił. Jakbyś była jakimś przedmiotem, nie człowiekiem.
Głowę miał opartą na kolanach Zuzy. Patrzył się jej głęboko w oczy, gdy ona opatrywała mu ranę. Gdy skończyła chciał się podnieść i usiąść, ale Zuz zatrzymała go.
- Poleż jeszcze, tak jest dobrze. - i schyliła się do jego twarzy. Oparła swoje czoło o jego. - Dziękuję - wymamrotała po 3 minutach.
Wstała i podeszła do niego. Usiadła obok Pawła. Przytuliła się do niego. Tak po prostu.
Poświęcił się dla niej, dużo to znaczyło.
- Pamiętaj, że zawsze będziesz dla mnie ważny.
- Wróćmy już do Bełchatowa. Jeden dzień taki szerokich przygód nam starczy.
Spakowali rzeczy z basenu, zabrali walizki i wsiedli do samochodu. Na razie nie mieli zamiaru rozmawiać o dniu, w którym wszystko i nic się zaczęło.
Kilka kilometrów przed Bełchatowem Zuza dostała sms'a, w którym dostałą gratulacje - dostała się do Akademii Fotografii. Mogła wyjechać choćby następnego dnia, ale postanowiła udać się do Warszawy za tydzień. Musi wszystkich przygotować na nowe zmiany w życiu, w szkole.
Po jej minie było widać, że jest zadowolona z osiągnięcia, ale i z tego, że zostawi Pawła samego.
- Dostałaś się? To fajnie. Ciesz się powodzeniem póki możesz.
- Mam być szczera? Wolałabym zostać tutaj, w Bełchatowie, bo ... - przerwała. Czy w końcu wypowie te słowa? - Bo wiele dla mnie znaczysz, a ta edukacja w Warszawie... boję się, że mnie zmieni, a ja tego nie chcę.  Obiecaj mi, że będzie tak, jak dawniej. To znaczy, nic się nie pogorszy, a raczej polepszy.
W odpowiedzi usłyszała "obiecuję".
Za tydzień zaczyna "karierę". Podbija Warszawę.

Czy uczucie, którym darzy Pawła przejdzie próbę...?

-----------------------------------------------------------

Dziś trochę dłuższy, a to zasługa Karoliny, bo cały ten rozdział został przez nią wymyślony, ja tylko ujęłam to w słowa. Miało być więcej, ale tak jakoś - straszny leń ze mnie, który ma  przerwę od szkoły.

Wczoraj Walentynki - spędzone samotnie, i chyba tak już pozostanie. A u Was? :)

Teraz zostaje mi tylko czekać na Wasze komentarze. :)
Miałam dodawać wpisy częściej, ale wiecie, jakim człowiekiem jestem ^^ :>

do usłyszenia & JESTEŚ = ZOSTAW ŚLAD! ;)

Toośka. :* :)

4 komentarze:

  1. jak dla mnie za szybko i niezbyt realnie predstawiłaś tą historię. pierwsze odzcinki bardziej mi się podobały...
    może powinnaś spróbować pisąc jak wcześniej ?
    nie obrażaj sie, ani nie złość, jednak jest to moja subiektywna ocena... pozdrawiam Wiedźma ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. ''No wiesz, Zuza, dwie proby poszly z dymem i chyba musze odkupic wam nowa patelnie'' hahahaha! :D
    Moze i niezbyt realnie, ale to jest jej wytwor wyobrazni, mnie sie podoba ;) Czekam na kolejne ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny rozdział, ale zgodę się z nawiedzonąwiedźmą, że poprzednie były lepsze ;)
    Zapraszam w wolnej chwili do siebie na nowy rozdział http://peryferiesiatkarskie.blog.pl/2013/02/16/rozdzial-25-kazdy-jest-kowalem-wlasnego-losu/

    OdpowiedzUsuń
  4. fajnie piszesz i widzę, że też lubisz dialogi ;)
    czekam niecierpliwie na następny :)

    OdpowiedzUsuń